Szukaj

Wpisy z tagiem
żel energetyczny

Maraton: czy warto sięgnąć po suplementy?

Mamy wrzesień zatem nadszedł czas jesiennych maratonów. 42 kilometry to nie lada wyzwanie. Królewski dystans wymaga dobrego przygotowania treningowego i właściwej diety, ale czy potrzebne są suplementy? Mojego kolegę – Michała Wichowskiego, który zajmuję się tym tematem od lat, wszyscy zalewają pytaniami: co wziąć przed biegiem, co w trakcie, a co po, żeby nie umierać i uniknąć ściany. Przygotował całkiem fajne wskazówki, więc chętnie je Wam przekażę.
CZYTAJ WIĘCEJ

Kibicowanie prawie jak bieganie

Maraton Warszawski już za chwilę. Zawsze piszę o tym, jak się ubrać, co jeść, jaką strategię obrać na bieg. Pisać o tym raz jeszcze? Wszystko znajdziecie już na blogu. Tym razem postanowiłam przypomnieć o czymś, czego wartości tak często nie doceniamy. Drogi biegaczu, jeśli w najbliższą niedzielę nie startujesz, zostań najlepszym kibicem świata! Nie dość, że pomożesz, to poczujesz taką moc, jakbyś ustanowił nowy rekord na trasie królewskiego dystansu. CZYTAJ WIĘCEJ

Polska jest fajna!

Miłość do tego kraju jest trudna. Kiedy tu jestem, zaciskam mocno zęby, zamykam oczy i liczę w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić. Każdego dnia coś mnie dziwi. Na większość z moich pytań nie znalazłam odpowiedzi i obawiam się, że już nigdy nie znajdę. No bo jak wytłumaczyć to, że kogoś może cieszyć nieszczęście drugiej osoby? Albo jak zrozumieć fakt, że życzymy komuś źle, szukamy dziury w całym i uważamy, że każdy sukces podszyty jest oszustwem, cwaniactwem, kłamstwem? Wszystko krytykujemy, zawsze mamy rację i jesteśmy specjalistami w każdym temacie. Czasem tak bardzo mam tego dość, że kiedy pakuję walizki, by wyruszyć w kolejną podróż, obiecuję sobie, że będę wyjeżdżać jeszcze więcej i na jeszcze dłużej. Ale potem, kiedy mnie nie ma, tęsknię. Tęsknię za moją ukochaną Warszawą, do której tempa, zgiełku i smrodu przywykłam od kołyski. Tęsknię za ludźmi, którzy czasem sprawiają mi przykrość swoimi “mądrościami”, ale w tych trudnych momentach zawsze są i znają mnie lepiej niż ja sama znam siebie. Tęsknię za absurdalnymi rozwiązaniami, durnymi problemami, które niepotrzebnie zatruwają życie, bo to wszystko jest takie… prawdziwe, takie nasze.

Londyn

Jak wiecie, dużo podróżuję i rzadko bywam w domu, ale tak, żeby dłużej nie wracać, zrobiłam tylko raz. Wyjechałam kiedyś na dwa lata do Londynu i dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo kocham tę moją Warszawę, którą na co dzień przeklinam. Przyleciałam kiedyś na kilka dni. Wiadomo: wtedy jest bardzo intensywnie i trudno mówić o jakiejkolwiek normalności. Pamiętam tylko jeden moment. Tuż przed odlotem stanęłam sobie na Rondzie ONZ, które mijałam w drodze do domu przez całe życie: jeszcze w przedszkolu, gdy jeździłam do babciu, potem gdy chodziłam do szkoły, zaciągnęłam się tym warszawskim powietrzem i czułam jak po policzkach płyną mi łzy. Wtedy wiedziałam jedno: muszę tu wrócić. “Upadłaś na głowę? Po co?” – pytał mnie każdy, kiedy któregoś dnia po prostu stwierdziłam: „Chcę wrócić”. „Nie uda Ci się żyć tak dobrze, jak tutaj. Nie znajdziesz dobrej pracy. Nie będziesz szczęśliwa” – okazało się, że nie tylko w Polsce mamy doradców i znawców w każdej dziedzinie. Ze mną jest tak: trudno mi podjąć ważną decyzję, długo się waham, analizuję wszystkie za i przeciw, dlatego procesy decyzyjne czasem u mnie trwają, ale kiedy już wiem, co robić, od razu działam.

wieczor

Wróciłam. Nikt ani nic już nie mogło na mnie wpłynąć. Było ciężko, ale tylko przez kilka tygodni. Najbardziej doskwierało mi to, z czym nie zgadzałam się jeszcze zanim wyjechałam: te złe emocje, ta nienawiść, brak chęci do działania, odwagi do zmian. Pracę znalazłam – dokładnie taką, jak chciałam, zakochałam się w bieganiu, poznałam mnóstwo pozytywnych ludzi. Okazało się, że są inni, bo jeśli masz pasję, to nie masz czasu ani chęci na zazdrość, agresję i nienawiść. Minęły trzy lata, a ja z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nigdy nie byłam taka szczęśliwa, jak teraz. Dlaczego? Z wielu powodów: dojrzałam, nauczyłam się słuchać siebie samej, znalazłam pasję w życiu, a to dało mi spokój, radość, zmieniło całe moje życie. Ale najważniejsze jest co innego. „Wiesz, kiedy ktoś chce wracać do Polski, opowiadam o Tobie i mówię: jeśli wiesz, czego chcesz i wiesz, że to jest to, wracaj. Kiedyś odradzałam, ale Ty sprawiłaś, że nawet ja wierzę, że to nie jest złe miejsce” – powiedziała mi niedawno koleżanka, która wyjechała kilkanaście lat temu i miała gęsią skórkę na myśl o powrocie do naszego kraju. A on wcale nie jest taki zły!

11401270_930821990273171_116161081489862294_n

Oprócz tego, że w jednym miejscu mamy wszystko: i góry, i morze, i jeziora to jeszcze mamy fajnych i kreatywnych ludzi, którym się chce. Jest coraz więcej polskich marek związanych ze zdrową żywnością i dobrze, bo produkty mamy świetne! Gdzie zjemy tak dobre jabłka, maliny czy chleb? Gdy jestem przez dłuższy czas w podróży, tęsknię za naszymi owocami, warzywami, czasem nawet za mięsem, które jem bardzo rzadko, ale taki tatarek to może nawet się śnić po nocach;). Mamy bardzo dobre kosmetyki, organizujemy coraz więcej fajnych imprez biegowych i w ogóle sportowych, robimy fajne ubrania na trening.

Jest słynna już koszulka:

IMG_2001

Tak, gdyby miała być robiona dla mnie na zamówienie, zamiast „ciastek” poprosiłabym o „wino” albo „masło z nerkowców”. Otóż mamy w Polsce całkiem zacną markę, która produkuje odzież sportową: Nessi. Pośmigałam ostatnio w górach w kolorowych legginsach, z których już są znani;) (tutaj znajdziesz przegląd moich rożnych kolorowych legginsów) i w „ciasteczkowym” topie. Materiały są w porządku, fason fajny, dobrze przylega do ciała, więc treningi nie kończą się bolesnymi otarciami, a do tego te kolory!

IMG_1750

Jak wiecie, ja uwielbiam ubrania w żywych barwach, szczególnie te do biegania, bo wychodzę z założenia, że wszystkie krzykliwe zestawienia, które balibyśmy się założyć na co dzień, można przyodziać na treningu. Będziemy też bardziej widoczni! A to ważne zarówno jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa jak i łatwość wychwycenia nas przez bliskich w tłumie, gdy np. startujemy w zawodach:)

thumb_IMG_1982_1024
Top czy bokserka w taką pogodę, jaką mamy ostatnio, spisuje się idealnie. Ten wariant kolorystyczny jest z limitowanej edycji.

W zeszłym roku “wybiegałam” kilka par kolorowych legginsów, mam nawet jedną ulubioną, która sprawia, że w górach czuję się jak Indiana Jones w damskim wydaniu i jak widać faktycznie wtapiają się w otoczenie 😉

zdj?cie-6

A w tym roku przetestowałam nowy wymysł: legginsy z wbudowanym pasem z trzema kieszonkami, gdzie można schować klucze, chusteczki, batona czy żel na trasę. Są wygodne, długi wariant za ciepły na teraz, ale jesienią na pewno chętnie do niego wrócę, tyle tylko, że te kieszonki to raczej wykorzystałabym właśnie na żel, przekąskę na zawody czy chusteczki, bo mój telefon jest np. nieco za duży, a o klucze jakoś bym się bała :).
legginsy.

To co, ruszamy w Polskę? Tutaj jest naprawdę fajnie 🙂

Dlaczego warto być zającem?

Nie, nie uważam się za lepszą od innych. Nie, nie zrobiłam tego z lenistwa, bo „mi się nie chciało pocisnąć”. To był pomysł chwili. Wiedziałam, że Basia, znana Wam jako Candy Girl, startuje czasem w zawodach na mniejszych dystansach, więc kiedyś po prostu zapytałam: „Basiu, chcesz pakiet na Półmaraton Warszawski?”. Zauważyłam, że się waha. Miała takie same wątpliwości jak każdy, kto myśli o starcie po raz pierwszy: nie dam rady, zje mnie stres, a jak to będzie z jedzeniem, piciem. Nie zastanawiałam się wtedy, to jakby samo ze mnie wyszło: „Polecieć z Tobą?”. No i poleciałyśmy.

1975121_900773493278021_4787095060382903132_n

Jak wiecie lub nie rozcięgno podeszwowe to dość poważna kontuzja, z której niestety długo się wychodzi. Dlatego moja zima była kompletnie nieprzepracowana, zatem o fajnych startach na wiosnę mogę zapomnieć. No ale nie ma co się łamać, trzeba iść do przodu. Wybrałam sobie ambitny cel na jesień i życie nabrało smaku.

Skoro nie lecisz na życiówkę, to nie fajnie by było pobiec z kimś, kto startuje po raz pierwszy? Ja nigdy nie zapomnę Magdzie Ostrowskiej-Dołęgowskiej tego, że pobiegła ze mną mój pierwszy maraton. Do dziś, jak widzę wjazd na Stadion Narodowy to mam ciary i uśmiech na twarzy, bo przypominam sobie jaka na ostatniej prostej leciały sobie dwie blondyneczki, przy barierkach ustawieni ludzi, a Magda raptem z całej pary krzyczy do mnie: „Zostało 300 metrów. Zapie….aj”. Miny kibiców – bezcenne. Zawsze chciałam to komuś oddać, pisałam już nawet o tym, kilka osób mnie nawet o to poprosiło. Niestety na maraton na razie nie mogę sobie pozwolić, bo zamiast pomocą byłabym balastem w takiej formie 😉 ale na połóweczce czemu nie? Dlatego, kiedy dwa tygodnie temu w Hadze pojawiła się możliwość wystartowania w półmaratonie, zrobiłam to. Chciałam mieć 100% pewność, że rzeczywiście mogę przynieść Basi więcej pożytku niż nieszczęścia. Sądząc po ostatecznym rezultacie: wszystko poszło zgodnie z planem.

To teraz garść praktycznych tipów: dlaczego warto być zającem albo poprosić kogoś, by nam „zającował”?

1. Dobrze się ubierzesz

Mimo tego, że dookoła trąbią i przypominają o tym, by nie ubierać się zbyt ciepło, bo możesz sobie zepsuć całą imprezę, to mamy tendencje do tego, by zakładać na siebie za dużo. Rolą twojego prywatnego zająca jest upewnienie się, że strój i buty są w porządku. Jeśli mimo wszystko upierasz się, by mieć na sobie więcej warstw, zawsze w czasie biegu możesz się rozebrać i zamiast obwiązywać się bluzą w pasie, przekazać ją zającowi albo kibicom, którzy ustawili się na trasie. Basia miała zacny team w postaci siostry i chłopaka, którzy przejmowali od nas niepotrzebny balast, a na mecie czekali z tulipanami. Czy można chcieć więcej?

11102937_900684529953584_5252177775854026556_n

2. Nie spanikujesz

Jak znaleźć swoją stref czasową? Gdzie jest depozyt? Na ile wcześniej mam się pojawić na mecie? Pytań przed pierwszym startem jest wiele i mnożą się z sekundy na sekundę. Na szczęście teraz za każdym razem do pakietów startowych są dodawane dobrze przemyślane przewodniki z mapką, gdzie znajdziesz odpowiedzi na wszystkie nurtujące cię pytania. Jeśli nadal chcesz coś wiedzieć, zapytaj swojego prywatnego zająca, który startował już nie raz i nie dwa.

3. Nie przegniesz na pierwszych kilometrach

Zaczynamy za szybko – to jeden z najczęstszych błędów. I choć ja sama wiedziałam, że tak się może zdarzyć, to też trochę nas poniosło na pierwszych kilometrach. Kiedy ludzie mało się znają, wcześniej razem nie biegali, to trudno wyczuć czy to tempo faktycznie jest dla nich w porządku. Podczas mojego pierwszego maratonu, Magda ciągnęła mnie za koszulkę i mówiła: „zwolnij, jeszcze nie teraz”, my też z Basią ustalałyśmy na bieżąco strategię, kiedy zwalniamy i odpoczywamy, a kiedy przyspieszamy, ale wiem, że zbrakło w tym wszystkim wspólnego wybiegania. Rada: warto kilka razy pobiegać razem, żeby zając wiedział, jakie tempo rzeczywiście jest dla ciebie komfortowe, a jakie jest komfortowe tylko dlatego, że niesie cię tłum i emocje 😉

4. Na trasie skupisz się na biegu

Jeśli jest przy tobie ktoś, kto ma na koncie kilka startów, podpowie, żebyś się napił wody, izotonika, gdy jest tłum, podbiegnie po kubeczek i ci go poda, żebyś nie musiał się tym rozpraszać podczas biegu. To sprawa bardzo indywidualna, niektórzy chcą przejść na moment do marszu, na spokojnie napić się, zebrać siły i ruszyć dalej, ale jeśli wolisz biec, to będzie idealne rozwiązanie, bo na punktach żywieniowych zwykle są „korki”.

11064938_10205940519299376_8329865550675862877_n

5. Nie pokona cię ściana

To nie znaczy, że kryzys się nie pojawi. Fakt, czy biegnie z tobą zając czy nie, nie ma tutaj aż takiego znaczenia. Wszystko zależy od twojego wytrenowania, tempa, od tego, czy naładowałeś się węglowodanami, od dyspozycji dnia. Ale jedno jest pewne: z prywatnym zającem u boku łatwiej będzie go przetrwać. Wesprze cię słowem, uspokoi, poda wodę, żel, proszek przeciwbólowy – jeśli to będzie konieczne. Po prostu będzie, a jednak z kimś u boku jest dużo łatwiej.

6. Będziesz mieć foty z biegu – najważniejsze!

I to jakie…

11082618_900773566611347_6412509453432635950_n