Szukaj

Wpisy z tagiem
zawody biegowe

O czym myśleć na zawodach, by (prawie) bez bólu dobiec do celu?

O czym myśleć na zawodach? O mecie! – tak odpowiedziałabym na to pytanie, gdybyś kazał mi wymienić pierwszą myśl, która przyjdzie mi do głowy. A zwykle pierwsza myśl jest najlepsza. Sprawa jednak nie jest taka prosta. Kiedy wrzucam info, że wystartowałam w biegu górskim na 20, 30,40km, a Rudzik na 80 czy 110km, pytacie się: “O matko? O czym Wy wtedy myślicie? “. Otóż myślimy o wielu sprawach: o pierdołach i o tych ważnych, czasem podejmujemy nawet życiowe decyzje. Na przykład o tym, czy to jest czas i miejsce na dziecko, myślałam podczas biegu na dystansie 40km na Maderze. Najważniejsze jest jednak nie to, o czym myślimy, tylko to, czym zajmujemy głowę, by szybciej i prawie bez bólu znaleźć się na mecie. I o tym chciałam dzisiaj napisać.  CZYTAJ WIĘCEJ

Bieganie w upały: jak sobie z tym radzić?

“Żar leje się z nieba! Taka spiekota w mieście to piekło” – uwielbiam ten cytat z Hydrozagadki. Ale nieco mniej uwielbiam upały, szczególnie od czasu, kiedy biegam. Wiadomo, ciężko się trenuje w pełnym słońcu, gdy temperatura oscyluje wokół 30 stopni, szczególnie gdy mamy do czynienia ze wspomnianą “spiekotą w mieście” 😉 Ale na wszystko są sposoby!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Oprócz tego, że w upały ogólnie jesteśmy lekko rozleniwieni, szybciej odczuwamy zmęczenie, to jeszcze zazwyczaj podczas zawodów mamy gorsze wyniki, niż w inne dni. “Zazwyczaj”, bo są ludzie, którzy całkiem nieźle radzą sobie z wysoką temperaturą. Ja np. radzę sobie całkiem nieźle. I choć nie lubię upałów, nie wyobrażam sobie urlopu, w czasie którego miałabym wylegiwać się na plaży, to nie raz i nie dwa zdarzyło mi się wystartować w zawodach, gdy była bardzo wysoka temperatura i minąć kolegów czy koleżanki, którzy na co dzień są szybszymi zawodnikami ode mnie. Za to dużo gorzej radzę sobie zimą. Coś za coś. Przypuszczam, że jednym z powodów jest to, że swoją przygodę z bieganiem zaczęłam akurat w bardzo upalne lato. Pokonałam setki kilometrów, przygotowując się do mojego pierwszego maratonu, na pełnym słońcu i choć bardzo mnie to męczyło, miałam ambitny cel, więc nie odpuszczałam. Prawdopodobnie trochę się przystosowałam do takiego rodzaju treningu. Jednak mimo wszystko jest mi bardzo ciężko walczyć ze sobą w upały. Co w takim razie robić? Nie biegać? Biegać, tylko z głową! Oto kilka patentów, które mogą okazać się pomocne.

Biegaj wcześnie rano lub późnym wieczorem
Rano nie chce ci się wstać? Przynajmniej raz w tygodniu obiecujesz sobie, że obudzisz się wcześniej i pójdziesz na trening przed pracą, ale nic z tego nie wychodzi? Pomyśl o tym, jak ciężko będzie ci się biegać po całym dniu spędzonym w miejskiej spiekocie. A rano powietrze jest rześkie, słoneczko przyjemnie pieści skórę – nie parzy, będziesz mieć kopa energii na cały dzień! Wieczorem z kolei poczekaj aż zrobi się chłodniej. Zazwyczaj, w sytuacji, kiedy nie biegam rano, wolę iść na trening od razu po pracy, by nic nie zajęło mnie na tyle, że zrezygnuję, ale latem faktycznie im później, tym lepiej. Umów się ze znajomym by było bezpiecznie i aktywnie pożegnaj dzień.

bieganie nocą

Biegaj w parkach, idź do lasu
Latem wybieraj miejsca, gdzie jest dużo drzew. Trenuj w parkach, lasach – nie dość, że ucieszysz swoje oczy zielenią, to jeszcze będzie łatwiej złapać oddech.
– W zacienionych miejscach powietrze jest znacznie chłodniejsze i bardziej rześkie niż w pełnym słońcu – wyjaśnia Artur Jabłoński, trener Dream Run. Upał jest mniej odczuwalny w cieniu drzew.

Pij wodę!
O nawodnieniu trzeba pamiętać cały czas, bez względu na to, czy jest lato czy zima, jednak w upały należy ze szczególną troską zadbać o nawodnienie organizmu i to zarówno przed treningiem, w czasie jego trwania oraz tuż po.

woda
– W trakcie treningu nawadnianie możemy realizować na różne sposoby. Może to być np. bieganie z butelką w dłoni, zabranie ze sobą pasa z bidonem lub plecaka z tzw. camelbakiem czy wytyczenie pętli w ten sposób, żeby na jej trasie można było zostawić bidon, po który będziemy sięgać. W przypadku dłuższej wycieczki biegowej warto tak zaplanować jej trasę, żeby po drodze znalazł się np. sklep, w którym będziemy mogli kupić coś do picia – radzi trener, a ja dodam, że najczęściej robię tak: kiedy biegam w mieście, zabieram ze sobą małą butelkę wody, chowam ją w krzakach i wytyczam sobie wspomnianą pętlę. W ten sposób można robić trening crossowy, różnego rodzaju interwały, podbiegi. Jeśli mówimy o dłuższym wybieganiu, planuję trasę tak, by mieć po drodze kiosk, w którym mogę kupić wodę (nic się nie stanie, jak na chwilę się zatrzymasz). Biegnę później przez jakiś kilometr z butelką wody, popijam sobie i wyrzucam ją. Nie wyobrażam sobie biegać przez cały czas z czymś w ręku, ale to bardzo indywidualna sprawa, znam osoby, którym to nie przeszkadza. Kiedy jestem w górach i wyruszam na dłuższą wycieczkę biegową, wtedy zabieram ze sobą plecak z camelbakiem lub bidonem.

Ubierz się z głową
Wiadomo, w upały chcemy założyć na siebie jak najmniej, jednak czasem warto założyć nieco dłuższy rękaw, by chronić np. skórę ramion przed promieniami słońca, ale postawić na “oddychające” materiały. Warto wybrać ubrania lekkie, przewiewne, dobrze odprowadzające pot ze skóry, bo przy wysokich temperaturach wyjątkowo łatwo o bolesne otarcia.

brzuch woda

Najważniejsze: chroń głowę!Jednym z niezbędnych elementów tak zwanego „zestawu na upał” jest czapka z daszkiem, chustka lub buff.
– Nie tylko skutecznie ochroni przed słońcem, ale może też zapewnić dodatkowe chłodzenie – wystarczy oblać ją zimną wodą – przypomina Artur Jabłoński. O tak! Tylko tutaj też ostrożnie. Raczej nie polewaj się wodą, tylko mocz czapkę czy chustę, bo w przeciwnym razie łatwo o otarcia i rany.

I na koniec – odkryte elementy ciała koniecznie posmaruj kremem z filtrem UV. Przydać się mogą także okulary przeciwsłoneczne.

kolorowe nike

Do zobaczenia na treningu!

Biegam, bo… nie mam czasu na kaca

Nie wiem dlaczego zaczęłam biegać. Każdy ma jakiś powód: jeden chce schudnąć, drugi właśnie rzuca palenie, a trzeci po prostu chce się zacząć ruszać. Ja nie należałam do żadnej z tych grup. Teoretycznie rok wcześniej nastąpiła w moim życiu przemiana: któregoś dnia, podczas kolejnego już w tamtym tygodniu clubbingu, dotarło do mnie, że należałoby coś ze sobą zrobić: w końcu ile można tak wychodzić, pić, palić paczkę papierosów dziennie. Rano wstałam, ledwo otworzyłam ciężkie po kolejnej nieprzespanej nocy powieki i postanowiłam: zrobię to! CZYTAJ WIĘCEJ

Bieganie dla przyjemności – nie dla wyników

Pamiętam jak kilka miesięcy temu rozważałam, czy mogłabym przebiec w tym sezonie jeszcze jeden maraton. Wiedziałam, że o życiówce mogę zapomnieć, bo w kilka tygodni po Berlinie raczej nie zdążyłabym się przygotować ani poprawić, więc podpytałam kilku zaprzyjaźnionych trenerów, czy warto, czy nie biegam za krótko i nie narażę siebie tym sposobem na kontuzję. “Pobiegnij towarzysko, nie dla czasu” – usłyszałam. “Ale jak to? Mam brać udział w jakimś biegu i nie zwracać uwagi na wynik? Dla przyjemności to ja sobie mogę biegać w Warszawie i nie muszę nigdzie jechać” – pomyślałam, ale ostatnio zrozumiałam, że bardzo się myliłam. Startujmy dla przyjemności!

CZYTAJ WIĘCEJ