Szukaj

Wpisy z tagiem
pasja

Książka dobra na wszystko!

Bez względu na to, czy akurat rzucił cię facet i chcesz się pocieszyć czymś innym niż kubełek lodów czekoladowych (choć w sumie jeden na otarcie pierwszych łez – czemu nie?), czy urodziło ci się dziecko i twój świat wywrócił się do góry nogami, jest książka, która sprawi, że się zrelaksujesz, uśmiechniesz, odpoczniesz i nabierzesz sił do działania! W każdym razie na mnie działa więc dziś o tym! CZYTAJ WIĘCEJ

Bieganie to więcej niż sport

– Kochanie, ale to był fajny dzień! – powiedział uśmiechnięty, kiedy wsiadaliśmy do samochodu.

– Mówisz to codziennie – delikatnie poklepałam go po udzie, które kilka godzin temu dało z siebie wszystko na zawodach. Niby bieg na 5 kilometrów, niby zabawa tylko dla towarzystwa, bo jak pobiec na maksimum swoich możliwości, kiedy człowiek jest po całym dniu pracy? Ale ja wiem, że kiedy on coś robi, to już na 100%, przynajmniej 100% dla danego momentu. W końcu tym mnie urzekł.

– Bo każdy nasz dzień taki jest – odpowiedział.

meta madera

Pasja to rzecz święta

Spojrzałam na zegarek, było po 23.00. Jeszcze tyle rzeczy do zrobienia w domu, a budzik i tak zerwie nas przed 6.00. I tak codziennie. Często już nawet zapominam jaki jest dzień tygodnia, bo czy to ma jakieś znaczenie? Właściwie to całkiem fajnie żyje się w takim tempie, bo zanim się obejrzysz, jest weekend. I kolejny weekend i następny. Ale u nas w domu ciężko odróżnić wtorek od niedzieli. Budzik nastawiamy 7 dni w tygodniu, bo nie lubimy marnować czasu. Trenujemy, gotujemy, pracujemy. Lubimy to, co robimy, więc dni tygodnia nie mają dla nas znaczenia. Dużo rozmawiamy. To dzięki tym rozmowom poznaliśmy się tak dobrze, to dzięki nim rodzą się kolejne pomysły i chęć do działania. Pasja – to jest to magiczne słowo. Bez niej wszystko traci sens. Człowiek snuje się jak cień, w każdym tygodniu czeka na piątek jak na zbawienie, ale ono przychodzi tylko na moment. I co? I jak ten moment wykorzystujemy? „Piątek, piąteczek, piątunio. Wreszcie się nawalę” – czytam i przypominam sobie czasy, kiedy moją pasją był redbull z wódką. Potem w sobotę leżysz cały dzień w łóżku, walczysz z potwornym bólem głowy i problemami żołądkowymi. Już sam nie wiesz, czy nad tym kiblem stanąć, czy na nim usiąść. Książki przeczytać się nie da, jeśli film, to jakąś lekka komedia albo kino akcji, bo niczego bardziej skomplikowanego przyswoić się nie da. Wieczorem dochodzisz do siebie i stajesz przed trudnym wyborem: powtórka z rozrywki czy lenistwo z rozsądku? Bez względu na to, którą opcję wybierzesz, niedziela i tak nie będzie szczęśliwa: albo w pośpiechu nadrabiasz wszystko to, co zawaliłeś przez straconą sobotę, albo zawalasz jeszcze więcej. I nawet jeśli nie imprezujesz, weekend ulgi nie przyniesie, jeśli nie masz pasji. Wmawiasz sobie, że „po ciężkim tygodniu pracy, odpoczynek się należy” i zalegasz w łóżku przed wciągającym serialem. Tylko kto powiedział, że to najlepsza forma relaksu? Nie mówię, że tego nie robię. Czasem mam chęć spędzić pół dnia w łóżku i zaserwować sobie randkę z Woody’m Allenem albo pośmiać się oglądając “Przyjaciół”, choć każdy odcinek znam już na pamięć. Ale „czasem” jest tutaj słowem-kluczem. Kiedy „czasem” przychodzi ten moment, doceniam taką formę rozrywki lecz zazwyczaj inaczej wygląda mój dzień.

biegne

Masz cel

Sport sprawia, że jesteśmy lepszymi ludźmi. I nie czarujmy się, nie wynika to z faktu, że jesteśmy tak wspaniałomyślni, że myślimy tylko i wyłącznie o tym, by wszyscy wokół nas byli szczęśliwi, po prostu pasja wymaga czasu i zaangażowania. Przestajesz myśleć o pierdołach, skupiasz się na tym, żeby wyznaczyć sobie nowy cel, opracować strategię, która pozwoli ci go osiągnąć, a potem po prostu starasz się każdego dnia położyć jedną cegiełkę na drugiej, żeby zbudować solidny fundament. Twoje myśli skupiają się wokół celu, z kolei napięcie rozładowujesz na treningach.

ania medal bloto

Pamiętam przygotowania do mojego pierwszego maratonu. Chyba każdy pamięta swój pierwszy większy start, kiedy szykował się do czegoś, czego nie był pewien. Bo niby jak można sobie wyobrazić, że będziesz biec przez prawie 4 godziny i to jeszcze takim w miarę przyzwoitym tempem, jeśli do tej pory masz na swoim koncie dystans o połowę krótszy? Emocje, świadomość tego, że każdy z pozoru nieistotny trening, jest elementem, z którego powstaje większa konstrukcja – to jest to. Nawet nie wiesz, kiedy się zmieniasz. Raptem łagodniejesz, stajesz się dużo bardziej cierpliwy, nabierasz pokory.

Panna Anna Maraton

Szlifujesz charakter

Kolejne treningi, następne zawody uczą cię prostej zasady: ile włożysz, tyle wyciągniesz. Dzięki temu odnajdujesz w sobie siłę i chęć do działania, bo wiesz, że jeśli zachachmęcisz, oszukasz, to oszukasz samego siebie, tutaj nie ma drogi na skróty. Uda się raz, czy drugi, ale to wszystko do ciebie wróci ze zdwojoną siłą: w postaci bolesnej kontuzji, ściany na zawodach, przetrenowania. Niestety, zła wiadomość jest taka, że nawet wtedy, kiedy dasz z siebie wszystko, sukces nie jest gwarantowany – cóż, życie. Są jeszcze czynniki zewnętrzne, które mogą sporo namieszać i trzeba być przygotowanym na porażkę, na to, by się nie poddawać tylko od razu szykować plan B i C. Wyciągać wnioski i próbować zrobić to jeszcze raz tyle tylko, że inaczej, lepiej. Nabierasz pokory, uczysz się wytrwałości. Nie pozwalasz, by drobne niepowodzenia sprawiały, że rezygnujesz. Uczysz się tego, by walczyć do końca. Nawet nie wiesz kiedy, zaczynasz stosować te zasady w życiu codziennym. Nie olewasz, gdy coś ci nie wychodzi, nie machasz ręką, tylko próbujesz raz jeszcze, i tak do skutku.

Doceniasz małe rzeczy

Podczas treningów, na zawodach nie raz wychodzisz ze swojej strefy komfortu. Inaczej się nie da jeśli masz ambitne cele. Czasem boli, innym razem robi się czarno przed oczami i masz wrażenie, że umierasz, a kiedy indziej po prostu walczysz w deszczu, błocie, upale, mrozie. Biegniesz sobie w górach, przed tobą kilkadziesiąt kilometrów do pokonania, konkretnie 40. Jest słoneczko, piękna pogoda, z uśmiechem na twarzy zaczynasz swoją przygodę. Na drugim kilometrze nieoczekiwanie totalnie zmienia się aura. Robi się szaro, buro, ciśnienie momentalnie spada, a z nieba leje deszcz. Szybko zakładasz kurtkę przeciwdeszczową, która przez kilkadziesiąt minut cię uchroni, ale z butów już po chwili można wylewać wodę. Biegniesz dalej. Walczysz do końca. Przez kilka godzin siąpi deszcz, na szczytach wieje wiatr, który zimnym podmuchem pieści twoje mokre plecy. Ach, jaka ta pieszczota jest nieprzyjemna! Ale nie poddajesz się, biegniesz dalej. W głowie układasz sobie plan działania: Najpierw założę suche skarpety, potem wypiję herbatę z rumem. Nie, chrzanić herbatę, sam rum! Potem gorący prysznic. Czy wiesz, jakie to uczucie dobiec na metę i założyć te suche skarpety? Czy wiesz, jak smakuje gorąca zupa w górach? Albo taka niby najzwyklejsza w świecie drożdżówka? Jak smakuje piwko po maratonie w wielkim mieście, kiedy udało ci się osiągnąć cel? Dopiero wtedy wiesz, jak smakuje życie! Doceniasz każdą rzecz. Kocham sport za to, że dzięki niemu, znam ten smak.

ksiazka

Rozwijaj swoje pasje, próbuj, walcz, żyj!

– Patrz, my nawet nie mielibyśmy czasu się kłócić – wyszeptał, tuląc mnie do siebie i zasnął.

Nie dajmy się zwariować!

Sport to zdrowie. Kiedy już Ci się uda znaleźć taką dyscyplinę, której uprawianie sprawia Ci ogromną przyjemność, nie trudno jest się zatracić. I dobrze, bo dzięki temu nie potrzebujesz codziennej motywacji, a do tego z Twojej twarzy nie schodzi Ci uśmiech. Tylko wszystko z umiarem, jest jeszcze wiele rzeczy w życiu, które też warto robić!

Jest konkretny cel. I słusznie, bo od tego trzeba zacząć. Czasem mniejszy, czasem bardzo ambitny. Bez względu na to, której dziedziny życia dotyczy, ważne, że jest. Być może chcesz schudnąć, może chcesz mieć kształtne pośladki, a może chcesz zrobić życiówkę w maratonie lub zmierzyć się z Biegiem Rzeźnika – to nieważne. Istotne, by mieć ten cel. Może być bardzo ambitny i trudny do zrealizowania ale ma być realny i osiągalny. Od tego trzeba zacząć.

10 km w 47:12

Kiedy już masz nakreślony cel, wdrażasz w życie plan, który sprawi, że dzięki codziennemu wdrażaniu w życie jego poszczególnych elementów, uda Ci się go zrealizować. Pamiętam, jak przed pierwszym maratonem niemalże podczas każdego biegu myślałam tylko o tym, jak będę się czuć na trasie, jak to będzie dobiec na metę. Kiedy widzisz to, każdy trening nabiera dodatkowego znaczenia. Czujesz, że pracujesz na jedną, większą całość i każdy wysiłek jest ważny, ze wszystkiego na koniec zostaniesz rozliczony.

– Nie udało się zrobić założonego czasu, ale wiem dlaczego. Ominęłam 4 dłuższe wybiegania – powiedziała mi jakiś czas temu znajoma, z którą wymieniałyśmy się doświadczeniami na temat królewskiego dystansu. – A to było za gorąco, a to grillowanie za miastem, a potem urlop i poczułam to między 30. a 35. kilometrem – dodała. Dlatego ważne jest to, by mieć plan i starać się jego trzymać. Ale nie dajmy się zwariować. Przecież nie jesteśmy zawodowcami, którzy z tego żyją (przynajmniej ja nie i myślę, że większość moich czytelników). We wszystkim trzeba znaleźć równowagę.

bieganie nad jeziorem

Zazwyczaj namawiam Was do tego, żeby ruszyć tyłek z kanapy i biec przed siebie. Dzisiaj Was zaskoczę i powiem:

– Idź do księgarni i kup fajną książkę (ja kupiłam wczoraj dwie – nie wiem kiedy je przeczytam;),

– Skorzystaj z promocji i leć na weekend do Pragi (Przyznaję, na razie wszystkie wyjazdy, które zaplanowałam na ten rok, są związane z bieganiem, ale obiecałam sobie, że przynajmniej dwa przedłużone weekendy zaplanuję na wyjazd zupełnie innego gatunku. Owszem, wezmę ze sobą buty biegowe, bo to dla mnie najlepsza forma zwiedzania, ale nie będę trenować, tylko pobiegnę tam, gdzie mnie nogi poniosą)

Barcelona

– Umów się z przyjaciółką na całonocne ploty i nadróbcie zaległości (W przyszły piątek zamierzam to zrobić z moim wiernym teamem jeszcze z liceum. Co prawda nie będzie to babski wieczór, ale będzie gotowanie, oglądanie starych fot, odrobina! dobrego winka i długie Polaków rozmowy do białego rana)

– Ciesz się drobnymi rzeczami: idź na spacer, kup sobie fajną płytę, usiądź na parapecie z dobrą kawę i posłuchaj jej patrząc za okno, skocz na ulubione danie, do knajpy, której nastrój uwielbiasz w doborowym towarzystwie albo samotnie. Jedzenie samemu naprawdę jest fajne. Można patrzeć, słuchać, uczyć się od innych. Idź do kina, do teatru, na koncert ulubionego zespołu (już kupiłam bilety, chodzę rzadko, ale na wszystkie trzy opcje).

Zjedz, by się zregenerować

Po prostu żyj! Treningi są bardzo ważne, ale w życiu poza pracą, obowiązkami w domu i sportem, jest jeszcze wiele rzeczy. Przypominam Wam o tym dlatego, że sama czasem bardzo się zatracam. Nie mam czasu dla siebie, a co dopiero dla bliskich. Dlatego proszę bardzo: jest piątek, weekendu początek, a ja apeluję o zdrowy rozsądek 🙂 Wtedy wszystko będzie nam sprawiać frajdę i będziemy się jarać 🙂

Powodzenia – sobie i Wam życzę!