Szukaj

Wpisy z tagiem
legginsy

W czym biegać zimą?

Co założyć, żeby się nie przegrzać, nie spocić, ale jednocześnie, nie zmarznąć? W czym trenować, by było lekko, przyjemnie, a jednocześnie bezpiecznie? Bieganie zimą jest nieco bardziej złożone niż wiosną czy latem, ale dużo mniej skomplikowane, niż to się może wydawać. Testowaliśmy różne opcje w najbardziej ekstremalnych warunkach: na Grenlandii. CZYTAJ WIĘCEJ

Polska jest fajna!

Miłość do tego kraju jest trudna. Kiedy tu jestem, zaciskam mocno zęby, zamykam oczy i liczę w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić. Każdego dnia coś mnie dziwi. Na większość z moich pytań nie znalazłam odpowiedzi i obawiam się, że już nigdy nie znajdę. No bo jak wytłumaczyć to, że kogoś może cieszyć nieszczęście drugiej osoby? Albo jak zrozumieć fakt, że życzymy komuś źle, szukamy dziury w całym i uważamy, że każdy sukces podszyty jest oszustwem, cwaniactwem, kłamstwem? Wszystko krytykujemy, zawsze mamy rację i jesteśmy specjalistami w każdym temacie. Czasem tak bardzo mam tego dość, że kiedy pakuję walizki, by wyruszyć w kolejną podróż, obiecuję sobie, że będę wyjeżdżać jeszcze więcej i na jeszcze dłużej. Ale potem, kiedy mnie nie ma, tęsknię. Tęsknię za moją ukochaną Warszawą, do której tempa, zgiełku i smrodu przywykłam od kołyski. Tęsknię za ludźmi, którzy czasem sprawiają mi przykrość swoimi “mądrościami”, ale w tych trudnych momentach zawsze są i znają mnie lepiej niż ja sama znam siebie. Tęsknię za absurdalnymi rozwiązaniami, durnymi problemami, które niepotrzebnie zatruwają życie, bo to wszystko jest takie… prawdziwe, takie nasze.

Londyn

Jak wiecie, dużo podróżuję i rzadko bywam w domu, ale tak, żeby dłużej nie wracać, zrobiłam tylko raz. Wyjechałam kiedyś na dwa lata do Londynu i dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo kocham tę moją Warszawę, którą na co dzień przeklinam. Przyleciałam kiedyś na kilka dni. Wiadomo: wtedy jest bardzo intensywnie i trudno mówić o jakiejkolwiek normalności. Pamiętam tylko jeden moment. Tuż przed odlotem stanęłam sobie na Rondzie ONZ, które mijałam w drodze do domu przez całe życie: jeszcze w przedszkolu, gdy jeździłam do babciu, potem gdy chodziłam do szkoły, zaciągnęłam się tym warszawskim powietrzem i czułam jak po policzkach płyną mi łzy. Wtedy wiedziałam jedno: muszę tu wrócić. “Upadłaś na głowę? Po co?” – pytał mnie każdy, kiedy któregoś dnia po prostu stwierdziłam: „Chcę wrócić”. „Nie uda Ci się żyć tak dobrze, jak tutaj. Nie znajdziesz dobrej pracy. Nie będziesz szczęśliwa” – okazało się, że nie tylko w Polsce mamy doradców i znawców w każdej dziedzinie. Ze mną jest tak: trudno mi podjąć ważną decyzję, długo się waham, analizuję wszystkie za i przeciw, dlatego procesy decyzyjne czasem u mnie trwają, ale kiedy już wiem, co robić, od razu działam.

wieczor

Wróciłam. Nikt ani nic już nie mogło na mnie wpłynąć. Było ciężko, ale tylko przez kilka tygodni. Najbardziej doskwierało mi to, z czym nie zgadzałam się jeszcze zanim wyjechałam: te złe emocje, ta nienawiść, brak chęci do działania, odwagi do zmian. Pracę znalazłam – dokładnie taką, jak chciałam, zakochałam się w bieganiu, poznałam mnóstwo pozytywnych ludzi. Okazało się, że są inni, bo jeśli masz pasję, to nie masz czasu ani chęci na zazdrość, agresję i nienawiść. Minęły trzy lata, a ja z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nigdy nie byłam taka szczęśliwa, jak teraz. Dlaczego? Z wielu powodów: dojrzałam, nauczyłam się słuchać siebie samej, znalazłam pasję w życiu, a to dało mi spokój, radość, zmieniło całe moje życie. Ale najważniejsze jest co innego. „Wiesz, kiedy ktoś chce wracać do Polski, opowiadam o Tobie i mówię: jeśli wiesz, czego chcesz i wiesz, że to jest to, wracaj. Kiedyś odradzałam, ale Ty sprawiłaś, że nawet ja wierzę, że to nie jest złe miejsce” – powiedziała mi niedawno koleżanka, która wyjechała kilkanaście lat temu i miała gęsią skórkę na myśl o powrocie do naszego kraju. A on wcale nie jest taki zły!

11401270_930821990273171_116161081489862294_n

Oprócz tego, że w jednym miejscu mamy wszystko: i góry, i morze, i jeziora to jeszcze mamy fajnych i kreatywnych ludzi, którym się chce. Jest coraz więcej polskich marek związanych ze zdrową żywnością i dobrze, bo produkty mamy świetne! Gdzie zjemy tak dobre jabłka, maliny czy chleb? Gdy jestem przez dłuższy czas w podróży, tęsknię za naszymi owocami, warzywami, czasem nawet za mięsem, które jem bardzo rzadko, ale taki tatarek to może nawet się śnić po nocach;). Mamy bardzo dobre kosmetyki, organizujemy coraz więcej fajnych imprez biegowych i w ogóle sportowych, robimy fajne ubrania na trening.

Jest słynna już koszulka:

IMG_2001

Tak, gdyby miała być robiona dla mnie na zamówienie, zamiast „ciastek” poprosiłabym o „wino” albo „masło z nerkowców”. Otóż mamy w Polsce całkiem zacną markę, która produkuje odzież sportową: Nessi. Pośmigałam ostatnio w górach w kolorowych legginsach, z których już są znani;) (tutaj znajdziesz przegląd moich rożnych kolorowych legginsów) i w „ciasteczkowym” topie. Materiały są w porządku, fason fajny, dobrze przylega do ciała, więc treningi nie kończą się bolesnymi otarciami, a do tego te kolory!

IMG_1750

Jak wiecie, ja uwielbiam ubrania w żywych barwach, szczególnie te do biegania, bo wychodzę z założenia, że wszystkie krzykliwe zestawienia, które balibyśmy się założyć na co dzień, można przyodziać na treningu. Będziemy też bardziej widoczni! A to ważne zarówno jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa jak i łatwość wychwycenia nas przez bliskich w tłumie, gdy np. startujemy w zawodach:)

thumb_IMG_1982_1024
Top czy bokserka w taką pogodę, jaką mamy ostatnio, spisuje się idealnie. Ten wariant kolorystyczny jest z limitowanej edycji.

W zeszłym roku “wybiegałam” kilka par kolorowych legginsów, mam nawet jedną ulubioną, która sprawia, że w górach czuję się jak Indiana Jones w damskim wydaniu i jak widać faktycznie wtapiają się w otoczenie 😉

zdj?cie-6

A w tym roku przetestowałam nowy wymysł: legginsy z wbudowanym pasem z trzema kieszonkami, gdzie można schować klucze, chusteczki, batona czy żel na trasę. Są wygodne, długi wariant za ciepły na teraz, ale jesienią na pewno chętnie do niego wrócę, tyle tylko, że te kieszonki to raczej wykorzystałabym właśnie na żel, przekąskę na zawody czy chusteczki, bo mój telefon jest np. nieco za duży, a o klucze jakoś bym się bała :).
legginsy.

To co, ruszamy w Polskę? Tutaj jest naprawdę fajnie 🙂

Kolorowe legginsy do biegania i na fitness

Legginsy do biegania muszą być kolorowe – to hasło Panny Anny. Rzeczywiście, zawsze kochałam żywe kolory, a w bieganiu polubiłam między innymi to, że tutaj można sobie pozwolić na wszystko. Na co dzień też nie stronię od koloru, to jednak wiadomo, że umiar musi być. Na szczęście w przypadku ubrań sportowych, wszelkie pomarańcze, fiolety, róże i turkusy są mile widziane, nawet razem. Dodatkowo: dzięki charakterystycznym akcentom, łatwiej wyłapać nas w tłumie i kibicować na zawodach!

Pytacie mnie często w wiadomościach prywatnych o poszczególne modele legginsów do biegania i na fitness. Konkretnie dotyczy to 3 modeli i dlatego dzisiaj je opiszę, żeby ułatwić Wam sprawę 🙂 Oto krótki przegląd tego, co znalazłam w swojej szafie:

1. The Nike Tight of the Moment-Midnight Craftwork

Te zdecydowanie wzbudziły największe zainteresowanie. To specjalna edycja, która pojawiła się w kilku wariantach kolorystycznych w ramach kolekcji stworzonej we współpracy firmy Nike z japońską artystkę Yuko Kanatani – The Nike Tight of the Moment. W Polsce pojawiły się trzy modele: wariant różowy – Magical Kaleidoscope, żółty – Sparkling Sunburst oraz ten, który mam na zdjęciu: Midnight Craftwork.

Zalety: bardzo przyjemny dla ciała materiał, po prostu piękne: to trzeba przyznać: jeszcze żadne legginsy tak bardzo mi się nie podobały. Bardzo dobra jakość: kolor się nie spiera, nitki nie wypruwają. Mam je od 6 miesięcy, zakładam dość często, a wyglądają jak nowe. Nie są bardzo elastyczne, można je nosić na co dzień. Nie są to legginsy typowo biegowe.

Wady: Cena i dostępność. Gdy pojawiły się w sprzedaży, kosztowały 399 złotych i rzeczywiście można było je kupić w niewielu miejscach. Dzisiaj cena jest nieco bardziej przystępna: 299 złotych. Brak kieszonki na klucze, telefon – nie mają ani jednej.

2. Nessi legginsy damskie

Moim zdaniem bardzo fajna inicjatywa. Młoda, polska marka, której bardzo kibicuję, bo ciężko jest się dzisiaj przebić na rynku, gdy mamy tak znane marki jak Nike, adidas, Reebok, Asics itd. A tutaj fajny kolor, rodzimy produkt, który jest szyty w Polsce i przystępna cena.

Zalety: Dobra cena – legginsy długie 159,99 złotych, 3/4 139,99 złotych. Dobra jakość – legginsy szyte są w Polsce, łatwo o kontakt z producentem w razie potrzeby. Materiał jest dobrej jakości, elastyczny, duży wybór jeśli chodzi o rozmiarówkę.

I najważniejsze – są kolorowe! Spory wybór wzorów tylko ostrożnie, bo tutaj czai się niebezpieczeństwo, o które kilka kobiet mnie pytało… niektóre wzory mogą poszerzać nasze nogi i pupy. Ale o tym przy wadach…

Wada: Niestety trzeba rozważnie dobierać wzory, bo jeśli ktoś nie jest filigranowy, ja np. mam dość masywne nogi, to takie legginsy mogą je dodatkowo powiększyć.

Brak kieszonki na klucze, telefon – nie mają ani jednej. Dla mnie niestety jest to zawsze bardzo duża wada. Kiedy wychodzę na trening w legginsach bez kieszonek, muszę upychać klucz do domu w staniku, a to się kończy otarciami. W przypadku długich nie ma problemu, bo zwykle biegamy w nich wtedy, gdy jest chłodniej, zatem kieszonkę mamy np. w kurtce, ale krótsze legginsy często zakładam z krótszym topem no i wtedy pojawia się problem.

3. Nike Epic Run Printed Capri  (biało-czarne 3/4)

leginsy nike b&w

Mimo tego, że nie krzyczą kolorem na kilometr, to jedne z moich ulubionych legginsów. Oddychają, dobrze wyglądają i co najważniejsze: mają sporą kieszonkę z tyłu, do której wchodzi nawet telefon.

Zalety: dość przystępna cena, porównywalna do Nessi: 175,00 złotych. Przyjemny materiał, bardzo ładne, a wiadomo, że dla kobiet to się liczy 😉 Wygodne, trwałe, nie farbują, nie obcierają.

Wady: nie zauważyłam. Może jedyna jest taka, że są dość jasne, a materiał taki, że szybko się brudzi, ale co to dla nas biegaczy? Pralka chodzi non stop!

Reasumując: owszem, jestem kobietą i ważne jest dla mnie to, żeby legginsy najzwyczajniej w świecie fajnie wyglądały. I to nie tylko na zgrabnym tyłku szczupłej modelki, ale też na moim. Jednak z tego względu, że biegam całkiem sporo, najważniejsze są dla mnie aspekty praktyczne. Na przykład nie rozumiem takiej prostej kwestii: dlaczego wciąż produkowane są legginsy bez kieszonki na klucz czy telefon? Wiem, że można schować je w innym miejscu, ale to mała rzecz, a ucieszyłaby każdą biegaczkę, mam rację? Może producenci ten apel przeczytają i coś poradzą!