Szukaj

Wpisy z tagiem
kibicowanie

Albatros w drodze…

Miałam jeszcze poczekać, napisać tekst o maratonie. Dlaczego? Dlatego, że „To jeszcze za wcześnie”, „Nie wolno zapeszać”, „Jeszcze wszystko może się wydarzyć” – mówią. No pewnie! Ale wszystko może się wydarzyć nawet i w ósmym miesiącu, czy podczas samego porodu. Trzeba myśleć pozytywnie, nie martwić się na zapas i wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze. W końcu Albatros wszystko czuje. A ja nie umiem kłamać, udawać, ukrywać. Przecież wiecie. Zatem zgodnie z planem miałam pisać o maratonie. Ba! Nawet napisałam ów tekst do połowy. Ale powiem szczerze: szło mi jak krew z nosa. No bo jak pisać o królewskim dystansie, kiedy cycki urosły do takich rozmiarów, że trzeba kombinować, gdy robimy w domu zdjęcia? Kilka dni temu, kiedy robiliśmy zdjęcie poranne, usłyszałam: „Kochanie, załóż sweter, bo ludzie pomyślą, że sobie cycki zrobiłaś”. No to założyłam sweter.

CZYTAJ WIĘCEJ

Kibicowanie prawie jak bieganie

Maraton Warszawski już za chwilę. Zawsze piszę o tym, jak się ubrać, co jeść, jaką strategię obrać na bieg. Pisać o tym raz jeszcze? Wszystko znajdziecie już na blogu. Tym razem postanowiłam przypomnieć o czymś, czego wartości tak często nie doceniamy. Drogi biegaczu, jeśli w najbliższą niedzielę nie startujesz, zostań najlepszym kibicem świata! Nie dość, że pomożesz, to poczujesz taką moc, jakbyś ustanowił nowy rekord na trasie królewskiego dystansu. CZYTAJ WIĘCEJ

Kibic: legalny doping

Zazwyczaj robię wszystko na opak. Kiedy ludzie tłumnie jadą na jedne zawody, ja jadę na inne. Nie przez złośliwość, nie dlatego, że jestem taka fajna, oryginalna i “brzydzę się mainstreamem”. Po prostu tak wychodzi. I choć od dziecka lubiłam przewodzić grupą, ustalać zasady gry, wydzielać zadania to unikam tłumów i jestem nieśmiała. Ponad ilość zawsze stawiam jakość. Wolę jednego przyjaciela od setki znajomych. Jednego prawdziwego kibica, który zdziera dla mnie gardło, od tysięcy przypadkowych. I takim kibicem jest moja mama, ale nie tylko dla mnie, dla wielu. “Johan, brawo, brawo!” – krzyczała, kiedy poleciałyśmy razem do Hamburga na maraton, w którym ja w końcu pobiec nie mogłam. Wyciągnęła z torebki okulary, wyczytywała z numerów startowych imiona, żeby było im raźniej, żeby wiedzieli, że kibicuje każdemu z nich z osobna, a nie ogólnie wszystkim. Uśmiechali się, machali, wracali do życia. Ci, którzy przeszli do marszu, raptem zaczynali truchtać. “Chodź, staniemy na jakimś 30 kilometrze, bo tam zawsze jest najgorzej” zarządziła, chociaż sama nie biega. I niby skąd ona wie, gdzie jest najgorzej, jak krzyczeć, by pomóc? A jednak pomaga najskuteczniej, bo robi to ze szczerego serca. I właśnie dzisiaj, a nie w dzień matki, zupełnie na opak, postanowiłam o niej napisać. Zobaczyłam to zdjęcie i musiałam, bo warto doceniać ludzi, którzy nam kibicują, wspierają, wierzą w nas, kiedy wszyscy inni zwątpili, nawet my sami.

mama

“Rób to, co Ty uważasz za słuszne”- zawsze mi powtarza i wiem, że to nie jest przejaw focha na zasadzie “Rób jak uważasz, ale ja bym chciała…” tylko zupełnie szczera odpowiedź, bo właśnie ta szczerość to coś, za co ludzie ją kochają. Ja też. I nie ma nic lepszego niż taki prawdziwy kibic z krwi i kości, który czeka na Ciebie na trasie. “Maciek, dasz radę. Jeszcze tylko 5 kilometrów!” – krzyczała na Maratonie Orlenu do ludzi, których widziała na oczy po raz pierwszy. I kibicowała im przez dwie godziny, mimo tego, że ja nie startowałam w tych zawodach.

Mamy wokół siebie ludzi, którzy kibicują nam tak wiernie na zawodach, w pracy, w życiu osobistym. Pomagają nam się podnieść, gdy jest źle, dodają odwagi, gdy boimy się podjąć odważne decyzje, rozmawiają, przytulają, śmieją się z nami i płaczą. Czasem zapominamy o tym, że nasz sukces w ogromnej części zawdzięczamy właśnie im. Skupiamy się na sobie, gdy przeżywamy porażkę, świętujemy, gdy odniesiemy sukces, a nasi “życiowi kibice”, bo nie tylko o sporcie mowa, schodzą na drugi plan. Dlatego dziś chciałam wysunąć jednego z nich na plan pierwszy i mam nadzieję, że zrobicie ze swoim kibicem to samo:

Mamo, w imieniu wszystkich biegaczy jakich znam i również tych Johanów, Helmutów i innych, których nie znam – bardzo Ci dziękuję!

z mama