Szukaj

Wpisy z tagiem
trening biegowy

Plan treningowy, czyli jak biegać z głową?

Na początku po prostu chcemy biegać. Zwykle, gdy zaczynamy naszą przygodę od zera, marzymy o pokonaniu coraz większego dystansu bez przerwy. W pewnym momencie zaczynamy startować w zawodach, a potem chcemy poprawiać swoje wyniki. I dobrze, bo nic chęć rozwoju to świetna motywacja.

jesolo z medalem

 

Co zrobić, by biegać szybciej? Jak poprawić wynik na „dyszkę”, w półmaratonie, w maratonie? Jak się przygotować do biegu na dystansie ultra? Jeśli chcemy trenować przez okrągły rok, nie przeciążyć się i nie zrobić sobie krzywdy, ale też uzyskać pożądane efekty, na pewnym etapie potrzebny jednak będzie plan treningowy. Gotowców jest w tej chwili bardzo dużo. Znajdziemy je na różnych serwisach internetowych, blogach;), w książkach, poradnikach, magazynach poświęconym biegaczom. Cześć z nich jest bardzo dobra, ale należy pamiętać o jednym: każdy z nas jest inny. Startowaliśmy z zupełnie innego miejsca: niektórzy coś kiedyś trenowali, inni wymigiwali się wiecznym zwolnieniem z WF-u. Mamy inny tryb życia: jedni pracują 6 godzin, inni 14. Jesteśmy inaczej zbudowani, mamy różne predyspozycje. Nie ma jednego planu treningowego, który byłby dobry dla każdego. Ale na ten temat porozmawiałam ze specjalistą: trenerem i świetnym zawodnikiem – Arturem Jabłońskim. 

artur1

1. Czy każdy, kto biega, powinien pomyśleć o planie treningowym? Często traktujemy ten sport jako formę relaksu, zwykłej aktywności i nie planujemy nie wiadomo jakich wyników.

Plan treningowy jest niezbędnym narzędziem dla osób, które chcą osiągnąć zazwyczaj „nadprzeciętne” wyniki sportowe i sukcesy. Ci, którzy biegając, chcą po prostu poprawiać swoją kondycję i cieszyć się przy tym dobrym zdrowiem, niekoniecznie potrzebują mieć specjalnie dla nich skrojony plan treningowy. Wystarczy, że będą biegać 3-4 razy w tygodniu po 30-60 min, a do biegania dołożą ćwiczenia wzmacniające i rozciągające, które poprawiają technikę biegową, jak i będą zapobiegały kontuzjom oraz deformacji ciała. Oczywiście, jeśli jednak ktoś chce wspiąć się w bieganiu na wyższy poziom, rozwijać się, musi z czasem zacząć stosować bardziej wymagające środki treningowe.

wieczone selfie

2. W jaki sposób zaplanować swoje treningi, żeby było zdrowo i efektywnie?

Planując cokolwiek, powinniśmy zacząć od wyznaczenia realnego celu, następnie określić częstotliwość (liczbę) treningów w tygodniu, które swoją intensywnością i długością muszą być dostosowane do naszych aktualnych możliwości oraz rozdzielone odpowiednimi dawkami odpoczynku. Odpoczynek jest niezbędny, ponieważ organizm musi mieć czas na regenerację, by móc z nadwyżką odbudować utracone siły, co w efekcie pozytywnie wpływa na rozwój sportowy.

artur2

3. Czy warto korzystać z gotowych planów treningowych, które znajdziemy w książkach, w sieci?

Największym błędem takich planów jest ujęcie statystyczne – są one bowiem konstruowane dla przeciętnego, statystycznego biegacza. A przecież każdy z nas jest inny, choćby pod względem cech motorycznych, budowy ciała, charakteru, każdy z nas prowadzi inny tryb życia. Niektórzy realizując takie plany, mogą osiągnąć sukces, ale znajdą się takie osoby, które poniosą klęskę i mogą nawet całkowicie zniechęcić się do biegania. Jedną z najistotniejszych wad takich planów jest brak możliwości wymiany informacji między wirtualnym trenerem i internetowym biegaczem. Wiedza, jak zawodnik reaguje na aplikowane mu bodźce treningowe, jest dla trenera bezcenna i konieczna do precyzyjnego dostosowania planu do możliwości danego biegacza.

szybciej

4. Zaczynamy biegać. Nad czym po kolei powinniśmy pracować?

W pierwszych miesiącach budowania formy powinniśmy skupić się na wytrzymałości ogólnej (wzmocnić cały układ krążeniowo-oddechowy). Środki, jakie możemy zastosować na tym etapie przygotowań to: marsze, marszobiegi, wolne biegi, wzmacnianie na siłowni, zabawy biegowe. Potem rozpoczynamy pracę nad wytrzymałością specjalną i siłą biegową. Tutaj wykorzystujemy głównie: biegi tempowe, krosy, zajęcia na siłowni zamieniamy na te budujące siłę biegową (wieloskoki, skipy, podbiegi), zabawę biegową na interwały. Ostatnim etapem jest szlifowanie szybkości – do tego służą głównie metody interwałowe.

Na koniec jeszcze pozwolę sobie o komentarz Panny Anny. Artur Jabłoński jest moim guru, jeśli chodzi o trening: ma świetne wyniki, bardzo indywidualnie podchodzi do każdego biegacza i jest tak skromny, że aż trudno w to uwierzyć. A przy tym jest zupełnie normalnym człowiekiem, który lubi drożdżówki z Biedronki, spotkania z przyjaciółmi i czasem po prostu mówi: „Ale mi się dzisiaj nie chce”. Jest dla mnie żywym dowodem na to, że bieganie może być przyjemne i nie trzeba całkiem tracić głowy. Artur – Gratuluję!

Motywacja do biegania: jesienią i zimą też dasz radę!

„Nie wiem jak Tobie, ale mi się nic nie chce” – przyszła do mnie do biurka w pracy koleżanka, która na co dzień jest tak aktywna, że aż trudno z nią usiedzieć. W sezonie jak szalona startuje w triathlonach i osiąga wyniki, które zawstydzają niejednego faceta. Skoro chwilowo nawet jej się nie chce, to znaczy, że to zupełnie normalna sprawa.

Ja też teraz wrzuciłam na luz. Zrobiłam sobie roztrenowanie, wyjechałam na upragniony urlop, ale spędziłam go aktywnie: biegałam po lesie (krótkie dystanse), ćwiczyłam na sali, chodziłam w terenie z kijkami, by w przyszłym roku sprawniej mi poszło, kiedy wybiorę sobie jakiś górski bieg.Ale wszystko na luzie, bez spięcia, bez planu – robiłam to, na co danego dnia miałam ochotę. I tego planu radzę się trzymać w tych chwilach, kiedy czujemy się tak, że najchętniej nie wychodzilibyśmy z domu.

Oto kilka sposobów, które sprawdzają się w moim przypadku:

lazienki2

fot. Paweł Kostrusiak

1. Bądź dla siebie dobry

To, czy pójdziemy na trening, czy nie, w ogromnym stopniu zależy od nastawienia. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo długo pracowałam nad tym, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, kiedy zmieniam plan i robię coś innego, kiedy nie mam siły zrealizować tego, co sobie wcześniej założyłam. A wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i wybraliśmy dany sport dlatego, że poza indywidualnymi powodami typu: chcę schudnąć, chcę przebiec maraton, czy chcę mieć lepszą kondycję, by iść w góry, lubimy to, sprawia nam przyjemność, odstresowuje. Pojawia się paradoks: skoro biegamy między innymi dlatego, żeby lepiej się poczuć, to dlaczego mamy się tym bieganiem stresować?

W mojej głowie przemiana nastąpiła dopiero podczas Ultra Maratonu Bieszczadzkiego, gdzie musiałam zmienić sposób myślenia, jeśli chciałam powalczyć jeszcze cztery godziny z bolesną kontuzją. Chwalenie siebie samej: „Ania, ale jesteś super! Nie poddałaś się, lecisz z kontuzją, walczysz do końca, wynagrodzę Cię za to dziewczyno na mecie” bardzo mi pomogło. Wbiegłam z uśmiechem na twarzy, bardzo szczęśliwa i tak naładowana, że poziom zadowolenia utrzymuje się w moim ciele i duszy do teraz. Po co to opowiadam? Po to, żebyście i Wy byli dla siebie dobrzy. Nie masz ochoty na zaplanowane podbiegi? Nie bierz ze sobą sprzętu, zapomnij i planie i pobiegnij przed siebie bez żadnej spinki jeśli chodzi o tempo, tętno, dystans. Po prostu rusz się i pobiegnij tam, gdzie masz na to ochotę. Nie miej wyrzutów sumienia, nie bądź wobec siebie zbyt surowy. Każdy ma prawo do tego, by po sezonie wrzucić na luz. Przecież nie da się ciągle pracować na pełnych obrotach, bo skończy się kontuzją albo totalnym zniechęceniem.

lazienki4

fot. Paweł Kostrusiak

Chcesz czasem zostać w domu i z kubkiem kawy w ręku poczytać książkę? Zrób to! W sezonie może Ci zabraknąć czasu. Idź ze znajomymi do kina, umów się na randkę – to jest ten czas, kiedy można nadrobić zaległości w życiu prywatnym, by wejść w nowy sezon z naładowaną baterią! Ja zamierzam trzymać się tego planu:)

2. Postaw na trening w grupie

Jesienią i zimą, kiedy jest trudniej o motywację, pomyśl o tym, żeby potrenować w grupie innych ludzi. Jest kilka rozwiązań. Po pierwsze możesz się umówić z kimś znajomym i pobiegać we dwoje. „Plotobieg” to całkiem przyjemna sprawa: zamiast iść do knajpy i siedzieć przy piwie, czy grzańcu, umów się na wspólne bieganie. Ruszysz się, a przy okazji nadrobisz zaległości towarzyskie. Jeśli masz ochotę na większy wycisk, umów się z kimś mocniejszym od Ciebie i daj się poprowadzić. W zespole jest dużo łatwiej wykonać zadanie, którego nie lubisz (np. trening tempowy, podbiegi itd.).

zdj?cie-3Oprócz opcji typu: trening z koleżanką, kolegą możesz wybrać inny wariant: trening grupowy. W końcu może zdarzyć się tak, że akurat danego dnia znajomych również dopadł leń i nikomu nie chce się wyjść z domu. W każdym mieście znajdziesz mnóstwo grup biegowych, do których można się dołączyć. My np. spotykamy się regularnie, by pobiegać wspólnie. Jeśli masz ochotę dołączyć, zrób to! Dla początkujących jest marszobieg, a Ci bardziej zaawansowani też się odnajdą. W listopadzie i grudniu spotykamy się w poniedziałki przy Placu na Rozdrożu (budka z lodami).

zdj?cie-4Rozgrzewamy się wspólnie, wykonujemy kilka ćwiczeń, które poprawią technikę biegową, a na spotkania regularnie wpadają specjaliści: fizjoterapeuta Szczepan Figat z poradni Fizjoperfekt  oraz trener Artur Jabłoński, żebyście mogli dowiedzieć się czegoś nowego, zadać nurtujące Was pytania.

zdj?cie-5

Jedno jest pewne: jest wesoło i tak fajnie, że nikt nie chce kończyć i iść do domu! 🙂 Bez względu na to, w jakiej grupie chcecie trenować, róbcie to! Gorąco polecam utworzenie własnej. To świetna motywacja, można poznać dużo ludzi o podobnych zainteresowaniach, miło spędzić czas, jednocześnie trenując.

3. Rób inne rzeczy, które lubisz

Jesień i zima są dobrym czasem z innego powodu: ponieważ w tym czasie zazwyczaj nie szykujemy się do żadnego startu tylko budujemy solidną bazę w postaci wytrzymałości i siły, możemy sobie pozwolić na to, by częściej uprawiać inny sport niż bieganie.

Nie wiem jak Wy, ale ja z ogromną przyjemnością zaczęłam pojawiać się na siłowni, chodzić na zajęcia fitness, planuję wizyty na pływalni i marzę o ściance. Ciężko na to wszystko znaleźć czas, ale jeśli w ogóle, to właśnie teraz! Oprócz tego, że taki urozmaicony scenariusz „zrobi dobrze” Twojej głowie, to jeszcze podziękuję Ci za ten mały skok w bok Twoje ciało. Dzięki innym aktywnościom wzmocnisz się, popracujesz nad stabilizacją, a co idzie za tym: w sezonie będzie łatwiej uniknąć kontuzji.

zdj?cie-3

Zobaczysz! Będzie dobrze! Jesień i zima to fajny czas!

Jak biegać jesienią?

Jesień to moja ulubiona pora roku. Uwielbiam zapach powietrza, liście szurające pod stopami, ale chyba najbardziej ten moment wyciszenia. Wiosna jest piękna, a mój ulubiony odcień zieleni nakręca mnie do życia tak bardzo, że wskakuję na najwyższe obroty. Latem to tempo się utrzymuje, dochodzi towarzyski luz, a jesienią wreszcie mam chwile dla siebie, trochę zwalniam. Odkąd biegam to już dosłownie, bo wtedy zazwyczaj przychodzi moment roztrenowania: biegam mniej, mam więcej czasu na inne sporty, na kawę, drinka, książkę, teatr, kino. Jednak prawda jest taka, że jesienią często dopada nas słodkie lenistwo. „Ostatnio nawet nie chce mi się wychodzić ze znajomymi. Prosto po pracy jadę do domu, wskakuję do łóżka i czytam albo coś oglądam. Nic mi się nie chce” – powiedziała mi kilka dni temu koleżanka.

Ania jesien

Ja też zauważyłam, że dużo chętniej spędzam teraz czas w domu. W sumie trudno mi się dziwić. Od początku roku byłam na pełnych obrotach i żyłam na walizkach. To była fantastyczna przygoda ale już marzyłam o tak prostych rzeczach, by usiąść rano w domu, zrobić sobie kawę i wyjrzeć za okno, popatrzeć na swoje miasto. I świetnie! Każdy z nas potrzebuje tego czasu, by na moment zwolnić, odpocząć. Ale co zrobić, żeby nie skończyło się tak, że usiądziemy przed tym oknem na dobre?

Oto kilka moich patentów na jesień:

Rób to, co lubisz
Jeśli czujesz, że Twoja motywacja spada, nie trzymaj się sztywno jakiegoś z góry narzuconego planu treningowego (chyba, że masz jeszcze do zrealizowania jakiś cel typu maraton pod koniec listopada, ale wtedy motywacja nie będzie Ci potrzebna;). Jesień i zima to idealny czas na to, by sobie podogadzać i robić to, na co w danym momencie masz ochotę. Ja np. już nie mogę się doczekać, kiedy będę mieć za sobą Maraton Bieszczadzki z jednego, prostego powodu: będę mieć więcej czasu na inne sporty. Już w głowie układam sobie plan, że wreszcie pójdę przetestować różne zajęcia fitness, częściej zajrzę na siłownię, zadbam o te mięśnie, które w sezonie będą mi bardzo potrzebne, popływam, marzy mi się też ścianka, bo jeszcze nigdy nie próbowałam, a mam przeczucie, że to może być dla mnie. Próbuj nowych rzeczy, umawiaj się ze znajomymi na trening, baw się sportem! Ja już nie mogę się doczekać. Biegam wtedy regularnie, ale mniej. Aż zupełnie naturalnie przychodzi taki fajny moment, kiedy tęsknię za większą ilością kilometrów. Okazuje się, że to akurat ten moment, kiedy już warto na nowo rozkręcić się z bieganiem i szykować na nowy sezon. I bajka!

Równowaga przede wszystkim
Idź do kina, do teatru, spotykaj się ze znajomymi, przetańcz całą noc, skocz na wino z przyjaciółką, z kolegą, mężem. Trening treningiem, ale w życiu trzeba zachować równowagę. Jesień to ten czas, kiedy warto nadrobić zaległości towarzyskie, książkowe, ja np. też wybrałam ten czas na urlop. Pamiętaj, że nie samym bieganiem człowiek żyje i dobrze jest czasem zluzować. Nie rezygnuj z treningów, broń Boże! Tylko w tym czasie możesz nieco zmniejszyć ich ilość, intensywność i oprócz ciała zadbać też o duszę 🙂

liscie

 

Zadbaj o siebie
A skoro o dbaniu o siebie mowa, mam jeszcze jeden sposób na jesień. Żeby nie czuć się jak Kopciuch w dresie (sama tak czasem o sobie mówię;), o tej porze roku zadbaj o siebie inaczej. Skoro masz nieco więcej czasu, idź z przyjaciółką czy kumplem na odnowę biologiczną, zafunduj sobie w prezencie masaż, pilnuj, by w diecie było jak najmniej przetworzonych produktów, a jak najwięcej świeżych warzyw i owoców – teraz są najsmaczniejsze i wciąż jest ogromny wybór! Ja właśnie zaplanowałam już kilka takich aktywności i od razu uśmiech wraca na twarz. I nie musisz wydawać na to dużo pieniędzy. Pomysł dla kobiet: zorganizuj babski wieczór ze zdrowymi koktajlami, przekąskami, gdzie przy okazji zrobicie sobie same peeling, maseczkę, manicure, pedicure i pogadacie o facetach. No istny Seks w Wielkim Mieście! 😉

maseczka

Po prostu ciesz się! Jesień jest fajna! Można trochę zwolnić, spędzić czas ze znajomymi, rodziną, rozpieścić siebie samego i wciąż dobrze się prowadzić 🙂

Wizyta w Radiu Zet i Radiu Kampus!

Ostatnio jakoś tak radiowo się zrobiło. Bardzo to lubię, bo przypomniały mi się czasy studenckie, kiedy przez dwa lata prowadziłam swoje autorskie audycje w radiu internetowym, których słuchało kilka, no może kilkadziesiąt osób 😉

Ale chciało mi się, robiłam to przez dwa lata. bo to było to! Coś, co stworzyłam od początku do końca. Jak blog, który jest takim moim dzieckiem, ale cieszę się, że czyta mnie nieco więcej osób;)

Dla tych, którzy chcą posłuchać, link do audycji z zeszłego tygodnia. Wejście na żywo w Radiu Kampus:

http://radiokampus.waw.pl/multimedia/podcasty/bieganie_na_swiecie.html

oraz dłuuuuuuuuuższe pogaduszki z Jaremą Jamrożkiem w Radiu Zet:

https://soundcloud.com/panna-anna-biega/panna-anna-biega-radio-zet#t=0:00

zdjęcie

Pierwszy start w górach na serio

Nie mogę zasnąć. Ciężko się położyć spać wcześniej niż zazwyczaj, kiedy emocje sięgają zenitu, a do tego jest tyle kwestii, które trzeba przemyśleć: Jak się spakować, by było wygodnie? Żele czy batony energetyczne? Zakładać kurtkę czy jednak wystartować w samej koszulce, po cichu licząc na to, że od razu się rozgrzeję? To dopiero początek długiej listy pytań. Potem siadam nad mapą i ze znajomymi analizuję trasę. To pierwszy taki start, nie wiem jak będzie, czego się spodziewać i jak zwykle wszystko zostawiłam na ostatnią chwilę. Cóż, taka jestem i trzeba to zaakceptować, trzeba z tym żyć.

zdj?cie-9

Zmęczona podróżą i wszystkimi sprawami organizacyjnymi kładę się spać ok. 23.00. Jest nas troje: Justyna, Marcin i ja. Oczywiście nikt nie zasypia. Wprost przeciwnie wszyscy są ożywieni, zaczynamy żartować i śmiać się tak głośno, jakbyśmy usłyszeli najlepszy dowcip w życiu. W końcu zasypiamy. Niestety nie na długo, dwie godziny później odzywa się budzik. Nie chce mi się spać. Mam w sobie tyle emocji, że od razu zrywam się z łóżka, lecę pod prysznic i jestem gotowa. Dziwnie wciska się w siebie bułkę z dżemem kilka minut po pierwszej w nocy i popija kawkę, ale jakoś to idzie. Humory dopisują, a to najważniejsze.

Śniadanie przed startem

W drodze na start nawet sobie podskakuję, trochę tańczę, coś tam nucę, śpiewam – myślałam, że będę się denerwować, bać, odczuwać zmęczenie, niechęć. Nic podobnego! Nogi same rwą się do tego, by wreszcie wystartować. No i doczekały się! Przyszedł czas na to, by zmierzyć się z dystansem 36 kilometrów podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy!

Grunt to spokój
Szybko okazuje się, że wszystkie moje obawy były kompletnie nieuzasadnione. Bieganie nocą z czołówką jest całkiem fajne. Na początku jest nas tak dużo, że o ciemności można zapomnieć, a w miarę pokonywania kolejnych kilometrów, stopniowo oswajać.

zdj?cie-3-kopia

Później przychodzi najlepsze: w lesie zapada niesamowita cisza. Przyzwyczajona do zgiełku na każdym kroku: czy to podczas porannego treningu w parku, czy w czasie pracy w open space, doceniam ją jeszcze bardziej. „Ale tu jest cicho!” – powtarzam z niedowierzaniem co kilka minut do Marcina, który biegnie ze mną przez pierwszą godzinę. Zaraz później do pracy włączają się kolejne zmysły: zapach działa na mnie tak, że zapominam o wszystkim. I tak w środku nocy, na stromym podbiegu czy właściwie podejściu pod Jaworzynę, drepczę sobie z uśmiechem od ucha do ucha, uwiedziona leśną głuszą i aromatem, który kojarzy mi się ze świętami. Kiedy czuję, że mój oddech przestaje był równomierny, a tętno zaczyna szaleć, podchodzę. Gdy wyrównuje się, zaczynam lekko „drobić” pod górę. Dzięki tej strategii nie jestem zmęczona, nie spalam się, ale jednocześnie mknę do przodu. Na zbiegach jestem ostrożna, przynajmniej na razie. Pozwalam się wyprzedzać, bo w głowie już mam plan: zaszaleję, jak tylko zrobi się jasno. Po ciemku nie będę ryzykować. Pora oswoić się z ą sytuacją.

By nie zabrakło energii
Na co dzień nie biegam z plecakiem. To była moja kolejna obawa: czy nic nie będzie mi przeszkadzać? Nie przeszkadza. Spakowałam: koszulkę na zmianę, skarpetki, lekką kurtkę – wszystko na wypadek, gdyby zaczęło lać. Do tego mam żele, batona, mini apteczkę, telefon. I choć nie jestem głodna, pierwszą porcję energii dostarczam sobie mniej więcej po 50 minutach od startu. Akurat jestem na podbiegu więc spokojnie mogę sobie na to pozwolić. Tym razem padło na ALE, bo ostatnio testowałam je podczas wypadu w góry i przekonuje mnie ta konsystencja: na upartego można ich w ogóle nie popijać.

zdj?cie-3

Zaczynam od zwykłego, a na ostatnich kilometrach zapodaję sobie żel z kofeiną. Nie wiem czy to działa, ale najważniejsze, że działa na głowę. Być może to placebo, nie wnikam. Ważne, że ja mam poczucie na zasadzie: „O, teraz będzie moc!”. W końcu głowa jest w stanie zdziałać cuda. Gdzieś w połowie trasy sięgam po batona: zawsze dla odmiany przyjemniej jest coś porzuć. W tej kwestii wybrałam Agisko, bo mam wrażliwy żołądek, a te są w miarę naturalne i nie powodują u mnie żadnych sensacji.

zdj?cie-3

Zasada jest jednak taka: żadnych nowości. Jeśli do tej pory czegoś nie przetestowałeś, na pewno nie rób tego podczas zawodów.

Buty i leginsy dały radę
W terenie jeden fałszywy krok grozi poważną kontuzją, o czym przekonałam się na własnej skórze biegając kilka tygodni temu w Beskidach. Kostka do dziś daje o sobie znać, ale biegać można – uffffff! Przede mną jeszcze sporo pracy. Dlatego wygodne, stabilne buty, w których czujesz się pewnie, to podstawa. W Warszawie rzadko mam okazję biegać w butach terenowych ale co tam: parę Nike Zoom Tera Kiger, w których chciałam wystartować, zabrałam kilka razy na trening do parku. Nie było innego wyjścia, by się z nimi zaprzyjaźnić, zabrakło mi czasu. Najważniejsze, by nie startować w butach, których nie znasz. A już szczególnie w trudnym terenie i na dłuższym dystansie, bo czy przyjemnie będzie dreptać w niewygodnych butach przez blisko 5 godzin?

zdj?cie-7

Na tyłek założyłam leginsy, które mają aż trzy kieszonki. Bardzo praktyczne rozwiązanie: dzięki temu, możesz mieć pod ręką żele a miłośnicy strzelania fot i łapania widoczków, mogą z powodzeniem tam schować telefon.

zdj?cie-8

Podobno biegi górskie od miejskich różnią się przede wszystkim tym, że w większym stopniu pokonujesz je… głową. Czy tak rzeczywiście jest? Tego jeszcze nie wiem. Nie pokonałam tak dużego dystansu, bym musiała odłączać głowę od reszty ciała. Jedno jest pewne: trzeba się do nich lepiej przygotować, choćby organizacyjnie i mieć świadomość, że nie da się wszystkiego zaplanować. Tutaj wszystko zależy od wielu czynników: pogody, ubrania, które na siebie założysz, korzenia, którego możesz nie zauważyć… I za to je kocham! Są nieprzewidywalne, inne, dają poczucie niczym niezmąconej wolności. To trochę taki powrót do natury i ucieczka od wielkiego miasta i zorganizowanego życia. „Powinnaś częściej jeździć w góry. Wracasz inna, lepsza” – usłyszałam ostatnio i dlatego zamierzam częściej tam wracać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bieganie niejedno ma imię

Zwykle to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia. Podchodzisz, obwąchujesz je z każdej strony, powoli badasz i sprawdzasz, jaki ma na Ciebie wpływ. Czy to jest TO? Czy nie lepiej byłoby poszukać czegoś innego? W końcu początki są zwykle bardzo trudne i bolesne. Potrzeba czasu, by zbudować wytrzymałość i na luzie biec przed siebie z uśmiechem na twarzy, cieszyć się każdą chwilą. Ale powiedzmy sobie szczerze: nawet później nie każdy trening tak będzie wyglądał. I o tym dzisiaj postanowiłam powiedzieć kilka słów.

Panna Anna

Kolorowe magazyny, programy telewizyjne, serwisy internetowe, blogi (w tym mój!) zwykle pokazują bieganie od tej fantastycznej strony: sport sprawi, że na Twojej twarzy częściej będzie gościł uśmiech, poznasz wspaniałych ludzi, będziesz się lepiej czuć we własnym ciele – wszystko prawda! Ale powiedzmy sobie szczerze: nawet wtedy, kiedy zakochasz się w bieganiu do szaleństwa, będą lepsze i gorsze dni. I warto o tym powiedzieć, żebyś później nie czuł się źle: „Ej, może bieganie nie jest dla mnie skoro ta Panna Anna zawsze taka uśmiechnięta i taką przyjemność sprawia jej to bieganie”. Mi też się czasem ciężko trenuje. Czasem piszę Wam o tym, że to nie był ten dzień i już w trakcie treningu zmieniłam plan, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale postanowiłam powiedzieć to raz jeszcze: TO NORMALNE! Z tą miłością do biegania jest tak samo jak z miłością w ogóle: raz jest totalne szaleństwo i fajerwerki, a innym razem ciche dni.

zdj?cie-6

To nie jest tak, że za każdym razem, kiedy wskakuję w buty biegowe, czuję się jak królowa życia. Są dni, kiedy nic nie jest w stanie mnie powstrzymać, nogi niosą mnie dalej i szybciej niż planowałam i takie, kiedy jedyne o czym myślę to to, ile kilometrów jeszcze zostało do końca, bo najchętniej już bym wróciła do domu. Wszystko zależy od wielu czynników. Czasem od tak prostych jak to, co zjadłam, ile spałam, ale też do tych nieco bardziej złożonych jak problemy osobiste czy stres.

Dlatego nie zrażaj się, przygotuj się na to, że bieganie ma różne oblicza: czasem doda Ci sił i sprawi, że wszystkie inne problemy znikną, a innym razem strzeli Cię w twarz i pokaże, że wcale nie jesteś takim chojrakiem, jak myślałeś. Nie przejmuj się! To właśnie dzięki tym gorszym dniom później z jeszcze większą przyjemnością możemy docenić te, kiedy nie trzeba wkładać żadnego wysiłku w każdy krok, a nogi same niosą!

Anna Szczypczyńska

Newsletter

Dołącz do mnie