Szukaj

Wpisy z tagiem
regeneracja

Urlop idealny: jedz, trenuj i odpoczywaj!

Na urlop czekamy cały rok, a czasem i dłużej. Niedobrze, bo jednak taki zastrzyk energii przydałby się każdemu z nas z nieco większą częstotliwością, w co uwierzyłam w tym miesiącu. Wreszcie masz nieco więcej czasu na sen, na hobby, na to, by przegadać długie godziny z bliskimi, jest też mniej stresu. Bez względu na to, czy zdecydujesz się na opcję pt.: obóz biegowy, wielkie miasto, ciepłe kraje – możesz spędzić czas aktywnie, dobrze się odżywiać i zregenerować. Jak? Jest na to kilka sposobów.

Jasne, jeśli zdecydujesz się na rozwiązanie typu obóz biegowy czy tydzień z gatunku Body Detox, to sytuacja jest łatwiejsza – plan dnia i odpowiednie menu ktoś ułoży za ciebie. Ale nie zawsze chcemy jechać na zorganizowany wypad, czasem marzy nam się, by spędzić czas „po swojemu” i wcale nie w wersji „na sportowo”. I słusznie! Czasem trzeba odpocząć od reżimu i wrzucić na luz. Mimo wszystko, można znaleźć złoty środek: odpocząć, zabawić się, złapać dystans, a jednocześnie ruszyć się i zdrowo odżywiać.

1: nie daj się zwariować
Przesada nie jest dobra w żadnym wydaniu. Owszem, jeśli masz ochotę podczas kilku dni swoich „wakacji” przygotować się do ważnego startu i zafundować sobie prywatny obóz sportowy – świetna sprawa! Sama czasem organizuję sobie coś podobnego: rano lekki trening biegowy, potem odpoczynek, różne zajęcia nie związane ze sportem i popołudniu drugi trening, po którym poświęcam więcej czasu niż zwykle na rozciąganie oraz ćwiczenia korekcyjne. Ale jeśli masz ochotę po prostu odpocząć, to zrób to! Nie popadaj w przesadę. Nic się nie stanie, jeśli będziesz trenować co drugi dzień czy po prostu zrobisz sobie kilka dni przerwy.

2: jedz jak lokalsi
W nowym miejscu warto próbować nowych smaków. Zawsze przecież możesz „odchudzić” regionalny przysmak, rezygnując z ciężkiego sosu czy różnych dodatków typu pieczywo czy ziemniaki. Jeśli wybierzesz tradycyjne rozwiązania dla danego miejsca, masz dużo większą szansę na to, że danie będzie świeże i dużo mniej przetworzone. Przez dziesięć dni na Maderze zjadłam tyle ryb i owoców morza ile nie udało mi się pochłonąć przez całe życie.
owoce morza

Zasada była prosta: „Która z ryb z karty jest świeża?”. Podchodziło się do lady i wybierało swój egzemplarz 🙂

3. zabaw się w kuchni
Nie wiem jak ty, ale ja zamiast spać w drogich hotelach, dużo bardziej lubię wynajmować na urlopie mieszkania czy np. pokoje z airbnb. Dzięki temu mogę lepiej poznać normalne życie w danym miejscu, spać w mało turystycznej okolicy, sama gotować, kiedy mam na to ochotę. W domu jest mi ciężko znaleźć czas na gotowanie, a na urlopie robię to z przyjemnością, bo wreszcie, nic mnie nie goni. Jest czas na pyszne śniadania:
IMG_0301

i na romantyczne kolacje z na tarasie…

IMG_0290
4: bieganie najlepszą formą zwiedzania
Bez względu na to, czy lecisz do Nowego Jorku na zakupy, do Rzymu na kulturalny weekend, czy na relaks na łonie natury na jakiejś egzotycznej wyspie – biegać możesz wszędzie. Ba! To najlepsza metoda na to, by zwiedzić dane miejsce. Chyba że wolisz wsiąść na rower? Bez względu na to, która opcję wybierzesz, ruszaj się w plener i zwiedzaj okolice!

biegne przy morzu

5: wystartuj w zawodach
Jeszcze zanim wyjedziesz, zrób research i zorientuj się, czy w okolicy nie ma żadnych zawodów biegowych. Często można znaleźć nawet coś małego, bardzo kameralnego, co kosztuje grosze i można się zapisać tuż przed startem np. jakiś spontaniczny bieg na 5km. To zawsze fajne przeżycie, przy okazji możesz poznać lokalnych biegaczy, którzy polecą ci ciekawe trasy na pozostałe dni.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

6: spróbuj czegoś nowego
W zależności od tego, gdzie akurat jesteś, wykorzystaj to, że masz trochę więcej czasu niż zazwyczaj i zrób coś nowego: surfing, jazda konna, wspinaczka, a może sanki? Sky is the limit!

7: zdrzemnij się za dnia
Brzmi jak marzenie, prawda? Pamiętasz kiedy ostatni raz pozwoliłeś sobie na drzemkę w ciągu dnia? Ja nie! Urlop jest od tego, żeby właśnie robić sobie takie krótkie przerwy na przyjemności. A jeszcze jak można sobie uciąć drzemkę we dwoje lub… we troje to już w ogóle najlepiej!
mohito

8: poczytaj
Zawsze ubolewam nad tym, że nie mam czasu na książki, które wciąż gromadzę z nadzieją, że kiedyś będę mieć więcej czasu. Podczas urlopu warto zrobić dobrze nie tylko swojemu ciału, ale też duszy. Dlatego wskakuj na hamak, na kanapę, pod koc, bierz do ręki ciekawą książkę i odetnij się chociaż na pół godziny!

9: SPA zawsze i wszędzie
Przyjemny trening, smaczne i zdrowe jedzenie, więcej snu – to wszystko postawi cię na nogi po ciężkich miesiącach pracy. Ale w każdym miejscu na świecie możesz też dogodzić swojej skórze, włosom, paznokciom. Zrób sobie peeling, maseczkę (nie potrzebujesz kosmetyków, wszystko możesz zrobić z owoców, warzyw, ziaren kawy itd.). Chociaż przez jeden dzień poczuj się jak Młody Bóg!

10: kobiety, śpiew i wino
Zabaw się. W końcu od tego są wakacje. Skocz potanczyć, napij się dobrego wina i ciesz się życiem, bo jest cholernie krótkie, o czym dzisiaj znowu sobie przypomniałam…
z rafalem

Rusz tyłek!

„Powiedz mi tak szczerze, jak na spowiedzi – masz teraz ochotę iść na trening?” – zapytałam się wczoraj z premedytacją, kiedy leniwie spędzaliśmy wieczór na kanapie popijając sobie herbatkę. I mimo tego, że obydwoje lubimy biegać, ba, lubimy to za mało powiedziane, a pogoda za oknem aż zapraszała na trening, to alternatywa w postaci wieczoru w domu na tej wygodnej kanapie brzmiała bardzo kusząco. „Jak już wyjdę, to będzie mi się bardzo podobało” – odpowiedział dyplomatycznie. „Ale ja się nie pytam, czy będziesz zadowolony, jak wyjdziesz, tylko, czy chce Ci się teraz iść na trening” – wiadomo, kiedy Panna Anna zadaje takie pytanie patrząc prosto w oczy, trudno znaleźć dobrą odpowiedzieć. „Bo ja też będę szczęśliwa, jak już zacznę biegać i jedno jest pewne: i tak idziemy, nie ma innej opcji, ale gdybym miała tak w stu procentach szczerze odpowiedzieć, to nie chce mi się. Dobrze mi na tej kanapie” – odważyłam się na szczerość. „Ja też bym chętnie został” – w końcu się przyznał. Dziesięć minut później wskoczyliśmy w sportowe ciuszki i poszliśmy biegać. Każdy swoim tempem, swoją trasą, każdy szczęśliwy, że wyszedł. Ale wiem, że nie wszyscy są na tym etapie, że potrafią wyłączyć opcję „nie idę”. Dlatego dzisiaj kilka słów na ten temat.

DSC00535-kopia

Niby za oknem coraz częściej słońce, dzień się wydłużył i nie trzeba zrywać się z łóżka czując się tak, jakby był środek nocy. Wychodzisz z pracy i niespodzianka: wciąż jest jasno. Ptaki ćwierkają, powietrze pachnie wiosną – no dobra w centrum Warszawy niekoniecznie, ale też jest jakoś tak fajniej, lepiej, bardziej pozytywnie – aż chce się porzucić samochód czy znienawidzone środki komunikacji miejskiej i wszędzie iść na piechotę. Albo jeszcze lepiej: rzucić wszystko i po prostu biec przed siebie. I mimo tego, że aura jest dużo bardziej sprzyjająca niż kilka tygodni temu, to sił i chęci na trening brak. Przesilenie wiosenne? Tak to już z nami jest: jak nie jesienna deprecha, to sen zimowy, a potem wiosenne przesilenie. Latem z kolei męczą nas upały. Prawda jest taka, że zawsze znajdzie się powód do tego, by nie iść na trening, a my jesteśmy specjalistami, jeśli chodzi o szukanie wymówek i usprawiedliwianie samych siebie. Jeden z moich ulubionych zespołów Interpol ma w swoim repertuarze fragment, który często sobie nucę: „You don’t trust yourself for at least one minute each day” i tak to właśnie z nami jest: nawet sami sobie nie możemy zaufać, bo lubimy siebie troszkę pooszukiwać. No przyznaj się, ile razy postanowiłeś sobie, że w tym tygodniu nie tkniesz już niczego słodkiego i dwie godziny później sięgnąłeś po ciastko? Ale takie malutkie i tylko jedno, bo i tak nie zjadłeś drugiego śniadania i nic ci się od niego stanie. Przecież wybrałeś takie dobre, zdrowe, z pestkami dyni i nasionami. To takie ciastko fit właściwie można powiedzieć: jesz i chudniesz. Tak, każdy z nas jest mistrzem w tej grze. Myślisz, że ja siebie nie okłamuję? Postanawiam sobie coś i nigdy się nie łamię? Ależ łamię się tak samo jak ty! Dlatego dzisiaj sprzedam ci kilka swoich patentów, bo skoro mi pozwalają od 6 lat regularnie uprawiać sport i względnie zdrowo się odżywiać, to może i tobie pomogą. Spróbować nie zaszkodzi!

Nie zastanawiaj się, po prostu rób

Trenujesz rano? Ja też to bardzo lubię. Ale powiedzmy sobie szczerze: nie zawsze tuż po przebudzeniu masz siłę i ochotę na to, by wstać z łóżka godzinę wcześniej i iść pobiegać. Jeśli raz na jakiś czas pomyślisz sobie: odpuszczam, zostaję, wyśpię się i pójdę wieczorem albo w ogóle odpocznę, to nie ma w tym nic złego. Gorzej, jeśli ten leń odzywa się zbyt często.

Patent Panny Anny: ja często szykuję sobie strój na poranny trening jeszcze wieczorem poprzedniego dnia. Mam wszystko przygotowane w taki sposób, żeby spać jak najdłużej i maksymalnie skrócić czas o poranku na zastanawianie się czy mam siłę, czy jestem zregenerowana, czy nie lepiej byłoby iść wieczorem. Po prostu wstaję, przemywam twarz zimną wodą, wskakuję w sportowe ciuszki i idę biegać.

Trenujesz wieczorem? Tutaj też warto zastosować zasadę: idę na trening od razu po pracy, choć to bardzo indywidualna sprawa, bo znam ludzi, którzy lubią wrócić do domu, zjeść kolację, odpocząć i wyjść na trening późnym wieczorem. Dla mnie ryzyko tego, że zajmę się czymś na tyle mocno, że zastanie mnie noc, jest zbyt duże.

Patent Panny Anny: Gdy wybieram się na siłownię czy basen, biorę torbę z ubraniem do pracy, nawet jeśli miejsce, gdzie trenuję jest blisko domu. Jeśli idę pobiegać, wpadam do domu, od razu się przebieram, nie otwieram komputera, nie zaczynam podjadać tylko przebieram się i lecę na trening. Wyjątek robię tylko wtedy, kiedy umówię się z kimś na wspólne bieganie na konkretną godzinę.

O diecie myśl pozytywnie

lody

Każdy z nas lubi dobrze zjeść. Umówmy się, ta chwilowa rozkosz, kiedy jedna z twoich ulubionych pokus rozpuszcza ci się w ustach, jest na wagę złota. W końcu trenujesz, ciężko pracujesz, coś ci się od życia należy. Jasne i sama widzę po sobie, że w zdrowym odżywianiu najważniejsze jest nastawienie. Do momentu, w którym patrzę na siebie surowym okiem i myślę tak: „Anka, zapuściłaś się – źle śpisz, nie zwracasz uwagi na to, co jesz, żenada. Weź się w garść! Na razie możesz zapomnieć o makaronie, chlebie, winku” nic nie zdziałam. Będę tylko niezadowolona, że odmawiam sobie jakichś rzeczy. Wszystko zmienia się wtedy, gdy zaczynam patrzeć na siebie przychylnym okiem i dbać. „Mała, doprowadziłaś się do kiepskiego stanu. Już udało się wszystko pozamykać, teraz pilnuj, żeby więcej nie brać aż tylu rzeczy na raz na głowę i pora wracać do formy”. Zaczynam lepiej spać, eliminuję z diety to, co mi szkodzi – zdarza się, że przez kilka dni nawet ekstremalnie, wtedy raz na jakiś czas (rzadko) funduję sobie np. 2-3 dniowy detoks np. od cukru, a czasem od innych produktów, żeby przypomnieć sobie smaki, zapachy. Potem samo wchodzi mi w krew, by wybierać jak najmniej przetworzonej żywności. Wszystko spokojnie i naturalnie wraca do normy. Waga też. Do tego ja jestem bardziej szczęśliwa, mam więcej energii, skóra i włosy są w lepszej kondycji – no jakby nie patrzeć same plusy!

Ania plaski brzuch

Patent Panny Anny: na zdrowe odżywianie spójrz jak na prezent dla siebie samego, a nie pasmo wyrzeczeń. Przecież możesz wyczarować tyle pysznych rzeczy w kuchni i wcale nie potrzebujesz na to ani dużo czasu ani wybitnych umiejętności (ja mało czasu spędzam przy garach, ale lubię sobie eksperymentować, wymyślać). Warzywa, owoce, nasiona, orzechy, ryby, owoce morza dają tyle możliwości! Przestawiając się na zdrowe jedzenie zobaczysz jak zmienia się twoje ciało, ale też zauważysz lepsze samopoczucie. Poczujesz, że masz więcej energii, jesteś mniej zestresowany, szczęśliwszy, a przez to dużo bardziej atrakcyjny:) No nic tylko jeść zdrowo i regularnie trenować!

Na mnie działa, co ci szkodzi spróbować? Trzymam kciuki!

Bieganie: Twój najlepszy psycholog

Ostatnio na głowę zwaliło mi się dużo rzeczy. Nie jestem nimi przygnieciona, raczej podekscytowana, ale z tego powodu nie śpię, jak trzeba. Najpierw nie mogę zasnąć, kiedy już to się uda, budzę się o 4.00 i nie mogę spać dalej, choćbym bardzo się starała. Co stawia na nogi najlepiej w takiej sytuacji? Kawa? Nie pomaga, bo ileż tej kawy można wypić? Robi się niezdrowo. Odpowiedź jest prosta: bieganie.

korpo

Z tego powodu pokornie rezygnuję ze startów, które zaplanowałam sobie na wiosnę – jesienią wszystko sobie odbiję. Kiedy dociera do Ciebie, że jakieś dziwne ambicje wiążą się z ryzykiem: znowu przez kilka miesięcy trzeba będzie szukać alternatywy dla biegania, słuchasz wskazówek innych, mądrzejszych. No bo kto ze mną wytrzyma, jeśli nie będę mogła mogła biegać? Chyba ja sama bym sobie podziękowała za współpracę 🙂

Ostatnio uświadomiłam sobie, że możliwość wyjścia 3-4 razy w tygodniu na trening, nawet taki delikatny, bez szaleństw i pokonywania ogromnej ilości kilometrów, to błogosławieństwo. Nie ma lepszego psychologa niż bieganie, żaden przyjaciel nie wysłucha Cię tak, jak ptaki, drzewa i alejka w parku. Kiedy wychodzę pobiegać, wszystko raptem staje się prostsze, ludzie zaczynają mieć dobre intencje, choć jeszcze kilka minut wcześniej, byli egoistami, sytuacje bez wyjścia, nagle sprawiają wrażenie prostych, czasem śmiesznych. Bieganie pozwala mi złapać dystans, uspokoić się, wyciszyć. Jestem zupełnie inną osobą, odkąd pokochałam ten sport.

lazienki2

Zwykły truchcik czy nawet dość przyzwoita dyszka sam na sam sprawia, że wracasz do domu ze świeżą głową, z nowymi siłami do działania. Jest czas na poukładanie sobie wszystkiego, spojrzenie na świat z innej perspektywy.

Trening grupowy z kolei pokazuje Ci, jak bardzo myliłeś się co do tego, na ile Cię stać. Masz słaby dzień, ledwo zwlekasz się z łóżka, powiedzmy sobie szczerze: nie chce Ci się. Rozglądasz się wokół i szukasz wymówek: O, chyba znowu boli mnie stopa. Trzeba jeden dzień odpocząć. Lepiej mi zrobi dodatkowa godzina snu – regeneracja to podstawa. Za oknem strasznie pada i wieje – jeśli nie pójdę, stracę tylko jeden trening. Jeśli pójdę i się przeziębię, stracę ich pięć lub więcej – można by tak bez końca. Umówmy się: każdy z nas jest mistrzem wymyślania wymówek. Część z nich rzeczywiście ma sens: świat się nie zawali, jeśli raz odpuścimy, a czasem faktycznie dzień przerwy da nam więcej niż wymuszony trening na zmęczeniu, ale  nie za często. Zobowiązania wobec grupy sprawiają, że w ostatniej chwili wbijasz się w buty i lecisz, by dogonić resztę. Zaczynasz biec i zmęczenie znika. Okazuje się, że masz w sobie pokłady energii i wyprzedzasz wszystkich. Jest moc! Do domu wracasz z uśmiechem na twarzy i ogromną satysfakcją!

olsztyn

 

Zawsze można też umówić się z kimś bliskim na plotobieg. Przegadać najważniejsze sprawy, które spędzają Ci sen z powiek. Zamiast iść i marudzić przy piwie, łączysz przyjemne z pożytecznym. No i dużo lepiej będziesz się czuł następnego dnia rano…

fotAdrianKrawczyk_017_IMG_4563

Także nie marudź tylko idź i biegaj, bo to najlepsze lekarstwo na wszystkie bolączki. To mówiłam ja, Panna Anna 🙂

Bieganie niejedno ma imię

Zwykle to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia. Podchodzisz, obwąchujesz je z każdej strony, powoli badasz i sprawdzasz, jaki ma na Ciebie wpływ. Czy to jest TO? Czy nie lepiej byłoby poszukać czegoś innego? W końcu początki są zwykle bardzo trudne i bolesne. Potrzeba czasu, by zbudować wytrzymałość i na luzie biec przed siebie z uśmiechem na twarzy, cieszyć się każdą chwilą. Ale powiedzmy sobie szczerze: nawet później nie każdy trening tak będzie wyglądał. I o tym dzisiaj postanowiłam powiedzieć kilka słów.

Panna Anna

Kolorowe magazyny, programy telewizyjne, serwisy internetowe, blogi (w tym mój!) zwykle pokazują bieganie od tej fantastycznej strony: sport sprawi, że na Twojej twarzy częściej będzie gościł uśmiech, poznasz wspaniałych ludzi, będziesz się lepiej czuć we własnym ciele – wszystko prawda! Ale powiedzmy sobie szczerze: nawet wtedy, kiedy zakochasz się w bieganiu do szaleństwa, będą lepsze i gorsze dni. I warto o tym powiedzieć, żebyś później nie czuł się źle: „Ej, może bieganie nie jest dla mnie skoro ta Panna Anna zawsze taka uśmiechnięta i taką przyjemność sprawia jej to bieganie”. Mi też się czasem ciężko trenuje. Czasem piszę Wam o tym, że to nie był ten dzień i już w trakcie treningu zmieniłam plan, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale postanowiłam powiedzieć to raz jeszcze: TO NORMALNE! Z tą miłością do biegania jest tak samo jak z miłością w ogóle: raz jest totalne szaleństwo i fajerwerki, a innym razem ciche dni.

zdj?cie-6

To nie jest tak, że za każdym razem, kiedy wskakuję w buty biegowe, czuję się jak królowa życia. Są dni, kiedy nic nie jest w stanie mnie powstrzymać, nogi niosą mnie dalej i szybciej niż planowałam i takie, kiedy jedyne o czym myślę to to, ile kilometrów jeszcze zostało do końca, bo najchętniej już bym wróciła do domu. Wszystko zależy od wielu czynników. Czasem od tak prostych jak to, co zjadłam, ile spałam, ale też do tych nieco bardziej złożonych jak problemy osobiste czy stres.

Dlatego nie zrażaj się, przygotuj się na to, że bieganie ma różne oblicza: czasem doda Ci sił i sprawi, że wszystkie inne problemy znikną, a innym razem strzeli Cię w twarz i pokaże, że wcale nie jesteś takim chojrakiem, jak myślałeś. Nie przejmuj się! To właśnie dzięki tym gorszym dniom później z jeszcze większą przyjemnością możemy docenić te, kiedy nie trzeba wkładać żadnego wysiłku w każdy krok, a nogi same niosą!

Anna Szczypczyńska

Regeneracja: słuchaj swojego ciała

Zaskoczę Cię. Wstałam dzisiaj rano i stwierdziłam: nie biegam, zostanę w łóżku, a potem na spokojnie zrobię sobie dobre śniadanie, wypiję kawę, usiądę i napiszę ten post. I świetnie się z tym czuję, nie mam wyrzutów sumienia – i choć możesz mieć takie wrażenie – nie tłumaczę się. Piszę to dlatego, byś wiedział, że ja też mam takie dni, kiedy odpuszczam i co więcej: uważam to za zdrowy objaw. Czasem organizm po prostu daje nam znać, że potrzebuje odpoczynku. Warto go słuchać.

balck and white

Co tu dużo mówić: ostatnie dwa lata mojego życia były bardzo intensywne: mało wolnego czasu dla siebie, brak snu, wiecznie w podróży. Kiedy brałam urlop, wykorzystywałam go na załatwienie różnych spraw, na które na co dzień nie miałam czasu, na rozwój bloga, a nie na odpoczynek. Mimo tego, jak każdy normalny człowiek, czasem siedzę i myślę, że nic nie zrobiłam. Ciągle mam wrażenie, że mogłabym więcej, że czas przepływa mi przez palce – to chore. Pora zluzować i być wobec siebie bardziej wyrozumiałą. Pora posłuchać swojego organizmu, który czasem mówi: „Panna, weź Ty lepiej zostań chwilę w łóżku. Znowu spałaś 5 godzin. To za mało”. Właśnie: brak snu, to coś, co dokucza mi najbardziej. Późno zasypiam, a potem już o 5:45 wstaję. I choć mogłabym jeszcze trochę pospać, to otwieram oczy i zaczynam myśleć o tym, co mam dzisiaj do zrobienia. Potem idę na trening, choć czuję, że mam nienaturalnie podniesione tętno, że jestem zmęczona. Dlatego dzisiaj nie poszłam. Zostałam w łóżku i zaczęłam planować, ale co? Nie pracę, zasłużony urlop! Od razu uśmiech wrócił na twarz 🙂 Czasem naprawdę warto odpuścić, odpocząć. Przecież jutro też jest dzień, a trening będzie nie tylko przyjemniejszy, ale i lepszy, bo zregeneruję się dziś i z nowymi siłami wyruszę pracować nad wytrzymałością. A w piątek już czysta przyjemność: ukochani znajomi, za którymi bardzo się stęskniłam i góry! Będzie moc! Nie mogę się doczekać!

Hasło na dziś? Wyluzuj czasem, bardzo Cię o to proszę 🙂 To mówiłam ja, Twoja Panna Anna 🙂

 

Biegi górskie: garść porad na pierwszy raz!

Biegi górskie z roku na rok stają się coraz popularniejsze. Dlaczego? W ogóle biegamy coraz więcej, a co idzie za tym, potrzebujemy nowych bodźców: jedni idą w triathlon, inni wybierają nietypowe zawody, a jeszcze inni stawiają na biegi górskie. Ja jestem z tych, którzy wiedzą, jak dużo do zrobienia jest jeszcze w bieganiu i widzą, że to dopiero początek. I choć lubię pływać, czy przyjechać do pracy na rowerze, do startu w triathlonie mnie nie ciągnie. Być może to kwestia czasu. Kocham bieganie i tutaj chcę się rozwijać, szlifować technikę, pracować nad szybkością, ale też próbować nowości i stąd pomysł, by zobaczyć, jak smakują biegi górskie.

Biegam w gorach ubranie

Zupełnie inna bajka

Zacznijmy od tego, że bieganie w górach to coś zupełnie innego niż miejskie treningi, do których przywykłam. Przekonałam się o tym rok temu, kiedy po raz pierwszy pojechałam w Bieszczady, żeby razem z Jackiem Gardenerem przetestować trasę Maratonu Bieszczadzkiego. Miałam wrażenie, że wszystko, czego się nauczyłam, trzeba schować do kieszeni i na moment zapomnieć, bo inaczej ciężko będzie bezboleśnie znieść zbiegi, czy mieć siłę na wiele długich podbiegów. Bez regularnych treningów w terenie, jest ciężko i powiedzmy sobie szczerze: w sobotę na Rzeźniczku też będzie, ale nie startuję tam po to, by jakoś przyzwoicie pobiec, tylko po to, by zobaczyć, czy coś takiego w ogóle mi się spodoba.

Tegoroczny rekonesans trasy Maratonu Bieszczadzkiego. To może być dobry pomysł, jeśli już trenowałeś w górach.

Być może ktoś z Was jest w podobnej sytuacji, dlatego podpytałam biegaczy ultra, trenerów i fizjoterapeutów, by podpowiedzieli, jak sobie poradzić za pierwszym razem i wyjść z tego cało! Oto garść porad!

Biegi górskie: porady na pierwszy start

1. Zacznij powoli – nie spalaj się od samego początku. Przed Tobą jeszcze długa droga i warto zachować siły, by dotrzeć na metę. Nie daj się ponieść emocjom, tłumowi – skoro to Twój pierwszy start, podejdź do sprawy bardzo spokojnie, asekuracyjnie, żeby zbadać grunt.

2. Załóż sprawdzone buty i strój – nie kuś się na nic nowego, bo to może się zakończyć bardzo źle. – Widziałem już nie raz tak fatalne rany, że aż mnie bolało – mówi fizjoterapeuta Szczepan Figat z Fizjoperfekt. Buty terenowe też sprawdź najpierw kilka razy choćby biegając w lesie. Musisz mieć pewność, że czujesz się w nich komfortowo.

3. Zjedz! – o ładowaniu węglowodanami przypominać nie trzeba. Weź jednak pod uwagę to, że w górach możesz potrzebować tej energii jeszcze więcej: podbiegi, zbiegi, praca na bardzo wysokim tętnie – może się zdarzyć, że raptem będzie potrzebny zastrzyk energii. – Trzeba wziąć ze sobą żele energetyczne, batony, mogą też być suszone owoce. Chodzi o to, by mieć pod ręką cukier – wyjaśnia dietetyk Jagoda Podkowska, dietetyczka z High Level Center.

4. Pamiętaj o regeneracji – zazwyczaj startujemy w miejscu oddalonym od naszego domu. Przyjedź dzień czy nawet dwa wcześniej, by mieć czas na odpoczynek. – Po podróży nasze mięśnie są przykurczone. Trzeba odpocząć, mieć czas na adaptację i na rozruch – wyjaśnia fizjoterapeuta.

5. Przed i po tez o siebie zadbaj – zrób dobrą rozgrzewkę przed biegiem. Przygotuj całe ciało do ciężkiej pracy. – Warto nawet zrobić kilka serii brzuszków, żeby uzyskać lepszą kontrolę kręgosłupa – radzi Szczepan Figat.

Po biegu z kolei warto wskoczyć do źródła i zafundować sobie krioterapię. Dzięki temu następnego dnia będzie mniej bolało. Przyspieszymy regenerację. To co, gotowi? W drogę. Nie ma co się zastanawiać, trzeba spróbować!

 

Newsletter

Dołącz do mnie