Szukaj

Wpisy z tagiem
postanowienia noworoczne

Marzenia przekształć w plany!

„Live your dream” powtarza do znudzenia mój znajomy, który odniósł ogromny sukces. Lubi swoją pracę, a przy tym zarabia tyle, że nie musi się o nic martwić i właściwie może realizować każdą swoją fanaberię. Podróżuje po całym świecie, ma kilka domów rozsianych po Europie, jada w najlepszych restauracjach i przy każdej okazji delektuje się szampanem. „Jeśli o czymś marzysz, po prostu to zrób” – zawsze mnie pouczał. Phi! Takiemu to łatwo powiedzieć – myślałam. Jednak szybko przekonałam się, że im mniej masz, tym bardziej kreatywny musisz być w wytyczaniu planu działania, a to bardzo rozwija. Daje też ogromną satysfakcję, której byś nie odczuł, gdybyś miał wszystko podane na tacy. Nauczyłam się od niego wiele, ale przede wszystkim tego, że fakt, czy skończę na mrzonkach, czy na działaniu, wcale nie zależy od grubości portfela, tylko od postawy, jaką przyjmę.  CZYTAJ WIĘCEJ

Postanowienie noworoczne: Rób to, co kochasz

Kiedy kobieta idzie do zaprzyjaźnionego fryzjera, zwykle zaczynają się poważne rozmowy: o pracy, o miłości, o marzeniach – po prostu rozmowy o życiu. Mój fryzjer wczoraj śmiał się z tego, że jego biegający klienci kojarzą Pannę Annę:
– To niesamowite, że w dwa lata udało Ci się zrobić tak wiele – powiedział wymachując nożyczkami. Rozejrzałam się dookoła. Salon jak zwykle pęka w szwach. Do tego panuje tam tak przyjazna atmosfera, że nawet jeśli zdarzy mi się mały skok w bok, to zawsze wracam. I tak już od kilku lat.
– Ale Tobie udało się zrobić dokładnie to samo – skwitowałam. Tak, bo jakiś czas temu odważył się podążać za marzeniami. I właśnie o tym będzie dzisiejszy wpis.

biale

Pomyślałam, że zamiast gadać o postanowieniach noworocznych, w których wytrwamy przez kilka tygodni, lepiej pomyśleć o tym, co zrobić, by być szczęśliwym jak najdłużej. Podzielę się moją receptą, bo może i dla Was okaże się skuteczna. Zasady są proste i dotyczą każdej sfery życia: warto się ich trzymać zarówno wtedy, kiedy podejmujemy decyzje zawodowe, jak i wtedy, gdy decydujemy się na prowadzenie bardziej aktywnego trybu życia. Moim zdaniem nawet w uczuciach warto wiedzieć, czego chcemy, czego potrzebujemy, co daje nam szczęście i do tego dążyć, ale nie o tym jest ten blog 😉 Wróćmy do sportu i do pasji.

przez okno

Myślę, że możesz zrobić wszystko, jeśli spełniasz trzy warunki:
1. Po pierwsze i najważniejsze: wiesz, czego chcesz
2. Po drugie: robisz to z pełnym przekonaniem, z całego serca, to Twoja pasja, którą czujesz
3. Po trzecie: jesteś bardzo pracowity

Ok, w życiu zawodowym faktycznie widać sens takiego działania, ale jak to się ma do sportu? Jak piernik do wiatraka? O nie!

Wiesz, czego chcesz
Z tym zazwyczaj mamy największy problem. Żeby wiedzieć, czego tak naprawdę chcemy, nie powinniśmy wytyczać sobie postanowień tylko wyznaczać konkretne, ambitne, ale realne cele.

z wojtkiem folia

 

Ja robię to cały czas: raz będzie to maraton, innym razem ekstremalne wyzwanie (tak będzie za chwilę), a jeszcze innym powrót do formy po kontuzji (jak u mnie teraz) albo życiówka na dyszkę. I wiadomo, nie chodzi o to, żeby się napinać i całe życie temu podporządkowywać. Chodzi tylko o to, że dużo łatwiej będzie Ci wyjść na trening, kiedy gdzieś tam z tyłu głowy będziesz widział siebie wbiegającego na metę maratonu, odbierającego medal w górach, czy pijącego szampana za kolejną życiówkę (na mnie działa najbardziej skutecznie ten ostatni punkt ;).

szampan

Motywacja jest najważniejsza
Okazuje się, że to właśnie motywacja jest jednym z najważniejszych czynników. W znacznej mierze, to od niej zależy, czy będziemy robić to regularnie, nie odpuścimy łatwo, nie zniechęcimy się, nie poddamy.
Jak gadasz o tym bieganiu, to masz błysk w oku – usłyszałam nie raz i nie dwa. I właśnie o ten błysk i te „ciary” chodzi. Kiedy oglądam zdjęcia czy filmiki z zawodów, na które się zapisuję, czuję, że mam gęsią skórkę. Śmieję się do monitora, zaczynam tańczyć, kiedy uda mi się zapisać: to jest prawdziwa, szczera radość. Jeśli motywacją jest pasja, jeśli robienie czegoś sprawia nam prawdziwą przyjemność (jasne, pojedyncze treningi bolą, ale satysfakcja „po” wynagradza wszystkie bóle i niedogodności) to szanse na to, że się nie poddamy i nie wymienimy treningu na telewizor, piwo, czy kino są bardzo duże.

zdj?cie-9

Gorzej, gdy uprawiamy dany sport tylko dlatego, że „ktoś powiedział, że to właśnie dzięki bieganiu mogę najszybciej schudnąć”. Jeśli wolisz taniec, zajęcia grupowe w klubie fitness, czy spinning to lepiej wybrać tę dyscyplinę, która sprawia ci autentyczną przyjemność. W przeciwnym wypadku schudniesz i co, przestaniesz biegać? Poza tym o każdym treningu będziesz myśleć w kategoriach: „Muszę iść pobiegać. Mam do zrzucenia jeszcze 5 kg”. A to nie o to chodzi. Chodzi o to, by trening sprawiał przyjemność, był odskocznią od codzienności, pomagał rozładować napięcie, a wymarzona sylwetka pojawiła się jako dodatek. Z takim podejściem dużo łatwiej będzie trenować regularnie. Owszem, znam wiele osób (chyba nawet większość moich trenujących znajomych?), które zaczęły biegać po to, by pozbyć się kilku kilogramów, a teraz nie mogą bez tego żyć. Dlatego nie mówię, że to zły cel, ja też potrzebowałam wiele czasu na to, by zakochać się w bieganiu, ale wówczas motywacja się zmienia. Zaczyna się od „chcę schudnąć”, albo „chcę być w formie”, a kończy na „bo kocham to robić”. Zanim jednak ostatecznie zdecydujesz czy to kochasz, czy nie, warto dać sobie czas, warto spróbować i nie zakładać z góry: „bieganie nie jest dla mnie, nie lubię tego”, bo ja też nie lubiłam:)

leze w trawie

Ciężka praca popłaca
No i ostatni punkt, bez którego nie da się w życiu niczego osiągnąć, chyba, że mamy wyjątkowy fart albo urodziliśmy się w odpowiednim domu, o odpowiedniej porze: na sukces trzeba zapracować. Nikt nie przyszedł do mnie do domu, nie zapukał i nie powiedział: Pani Aniu, może chciałaby Pani coś dla nas zrobić? Tak też jest z treningami. Czasem trzeba będzie z czegoś zrezygnować: zamiast iść na imprezę, położyć się wcześniej, ale oczywiście wszystko z głową. Znacie już na tyle wesołą filozofię Panny Anny: wykluczam całkowitą rezygnację z innych aspektów życia. Grunt to równowaga. Jeśli ciągle będziemy mieć poczucie, że z czegoś rezygnujemy, spadnie nam motywacja i po jakimś czasie odechce nam się trenować, a przecież sport jest przyjemny! Innym razem trzeba będzie zrealizować trening, który nie należy do naszych ulubionych: ja np. najbardziej boję się wszystkiego związanego z wytrzymałością tempową (np. 10 razy 1km). Jednak jest cel, jest motywacja to i siła i chęć się znajdą. A jaka później będzie satysfakcja na mecie? Zawsze o tym pomyśl, będzie łatwiej!

Powodzenia!

Rok 2013 oczami Panny Anny

Postanowienia noworoczne? Nie jestem ich fanką, co nie oznacza, że niczego sobie nie planuję, nie wyznaczam terminów na realizację. Właśnie dzięki bieganiu nauczyłam się tego, by mieć mniejsze i większe cele i krok po kroku je „odhaczać”, nie brać się za wszystko na raz, bo wtedy efekt będzie taki, że niczego nie uda się zrobić w 100%. Rok 2013 był dobry, więcej – był najlepszy.

Ostatnio znajomy zadał mi pytanie: „Czy pod koniec roku robisz sobie podsumowanie?„. Może nie jest tak, że siadam z kartką i wypisuję nazwiska wszystkich facetów, których udało się uwieść (być może w liceum tak robiłam;), liczę pieniądze, które udało mi się zarobić (w tym roku chyba rozsądniej byłoby się zastanowić ile wydałam), ale faktycznie, siadam sobie z kawą, wyglądam przez okno i zastanawiam się, co udało mi się zrobić, a co wyznaczyć sobie na najbliższe miesiące.

To nie jest tak, że przełom roku coś dla mnie znaczy. Postanowienia mam w każdym miesiącu. Pamiętam, jak podczas przygotowań do mojego pierwszego maratonu w zeszłym roku wiedziałam, że muszę uporządkować swoje życie zawodowe, wynająć mieszkanie. Pomyślałam wtedy tak: zajmę się po kolei każdą rzeczą, nie wszystkim na raz. Dzięki temu nigdy nie jest nudno, ciągle masz jakiś cel. Przebiegłam maraton i kilka dni później zaczęłam robić porządki z pracą, gdy to ogarnęłam, znalazłam mieszkanie. Myślę, że takiego działania w znacznej mierze nauczył mnie sport: do końca sezonu chcę złamać 45 minut na dychę. Najpierw biegnę na 48 minut, myślę, co mogłabym zrobić lepiej. Potem udaje się złamać 47 minut – wynoszę kolejną lekcję, trenuję dalej i tak powoli do celu. W życiu podobnie.

Ale żeby już za dużo nie gadać i bezsensownie nie przedłużać, czas na konkrety:

  • Zrealizowałam wszystkie cele sportowe, które sobie na ten sezon założyłam. Fakt, faktem, kiedy pod koniec zeszłego roku wypisywałam to, co chcę osiągnąć, lista wyglądała inaczej, ale już na początku marca, na spokojnie usiadłam i spisałam wszystko to, co chciałabym zrobić: złamać 3:40 w maratonie (Berlin – 3:37:52), złamać 1:45 w półmaratonie (Radzymin – 1:41:45), złamać 45 minut w biegu na 10 km (Bieg Niepodległości 44:51).

Maraton w Berlinie: grunt to przygotowanie i luz

Półmaraton: jak zrobić życiówkę na tym dystansie

10 km w 45 minut, czyli bieganie głową

foto z medalem

  • zorganizowałam wspólnie z Łukaszem (na szczęście długo nie trzeba było go namawiać, by pomógł mi zrealizować ten pomysł – za co bardzo mu dziękuję) spotkania z biegaczami, które odbywają się cyklicznie i całkiem przyjemnie nam się wspólnie biega, wymienia doświadczeniami #WeRunTogether.


werun

  • wspólnie z Jackiem Gardenerem zorganizowaliśmy warsztaty kulinarno-biegowe: Eat Better & Run Faster, gdzie testowaliśmy wegańskie smakołyki przygotowane przez ekipę ze Slow Flow i biegaliśmy w Górach Świętokrzyskich, szkoląc technikę biegową. Jak było? Relacja i wideo: Warsztaty kulinarno-biegowe Eat better & Run Faster.

dream team

  • Chciałam nauczyć się pływać kraulem! Może nie ma jeszcze się czym chwalić, ale wreszcie zapisałam się na zajęcia, szkolę technikę i wczoraj wieczorem, gdy wybrałam się z koleżanką na spokojne „wypływanie” okazało się, że jestem na dobrej drodze. Dlaczego? Bo grunt to się nie poddawać i cierpliwie dążyć do celu. I tego Wam życzę w nowym roku! Jednocześnie dziękuję za ten, nie byłby nawet w części tak udany, gdyby nie WY!!!!!!

plywanie z coska

 

Newsletter

Dołącz do mnie