Szukaj

Wpisy z tagiem
ciąża

Nie każda z nas musi być mamą

„Dziecko to największe błogosławieństwo” – mawiała moja babcia, a ja jeszcze półtora roku temu, w święta, droczyłam się z nią i z uporem maniaka powtarzałam „Może dla Ciebie. Mi jest tak dobrze”. Chwilę później przy tym samym stole usiadła obok mnie ciocia „Aniu, nie można tak. Jak nie chcesz wychodzić za mąż – w porządku. Ale trzeba mieć dzieci, po prostu trzeba! Przecież zaraz skończysz 32 lata, wystarczy tego życia w pojedynkę” – mówiła patrząc na mnie z przerażeniem. I choć obydwie bardzo szanuję, w tym wypadku nie miały racji. Nic nie trzeba, nie każda z nas musi być mamą, a po trzydziestce „okno się nie zamyka”. Wprost przeciwnie, moje dopiero się otworzyło.

CZYTAJ WIĘCEJ

Noworodek: sześć sposobów na pierwsze tygodnie

„Z przyjemnością patrzę na to, jak sobie radzicie” – usłyszałam ostatnio od kilku osób. Ja oczywiście mam wrażenie, że w ogóle sobie nie radzimy, że nic nie wiemy i wszystko robimy na czuja, tak, jak podpowiada nam intuicja. Ale faktycznie, spodziewałam się, że będzie dużo gorzej, dużo trudniej. Wiadomo to dopiero początek i zapewne dużo trudniej jeszcze będzie, ale właśnie tego początku bardzo się bałam. „Po prostu świetnie się zorganizowaliście, jeszcze zanim mała przyszła na świat” – powiedziała mi koleżanka, która nas tutaj na bieżąco podgląda. My i organizacja? Serio? Hmmm to jak bieganie w japonkach. Jednak myślę sobie tak: skoro coś ułatwiło nam start i sprawiło, że nie rwiemy sobie włosów z głowy tylko jesteśmy szczęśliwi, to warto to spisać i puścić w świat, bo być może ktoś, kto się właśnie zastanawia nad tym, czy powiększać rodzinę lub już czeka na potomka, też skorzysta. CZYTAJ WIĘCEJ

Cesarskie cięcie może być pięknym doświadczeniem

Bardzo nie chciałam cesarki. Dosłownie i w przenośni stawałam na głowie, by uparty Nelson przekręcił się głową w dół, ale wszelkie moje starania poszły na marne. Pojawiło się światełko w tunelu: szpital i specjaliści, którzy mają bardzo dużą skuteczność w manualnym obracaniu dzieci. Poczytałam, popytałam, w mojej sytuacji jedynym ryzykiem było to, że może będzie trzeba od razu rodzić. Próbujemy! Postanowiliśmy wspólnie z ojcem Nelsona, ale gdzie tam! Pierwsza próba, za kilka dni druga – nic. Mała ani drgnie. Nawet nie dała się unieść do góry. Domowe sposoby, joga też nie działały. Ułożenie było takie, że szanse na naturalny poród pośladkowy były znikome. „Najprawdopodobniej i tak wszystko zakończy się cesarskim cięciem, bo zbyt wiele rzeczy może pójść nie tak, a nie możemy sobie pozwolić na najmniejsze ryzyko” – usłyszałam od lekarzy więc postanowiłam nie ryzykować. I powiem Wam, że choć cholernie się bałam o małą i przeżyłam to, że nie mogę przejść przez wszystko tak, jak chciałam i przywitać Nelsona z ojcem i położną w domu narodzin, to lekarze stanęli na wysokości zadania i miałam piękny poród! 18 kwietnia był zdecydowanie najlepszym dniem mojego życia!
CZYTAJ WIĘCEJ